czwartek, 30 stycznia 2014

Wolsung - Schuyler Hoensbroeck


Schuyler to 15-letnia dziewczyna pochodząca z rodziny sławnych rusznikarzy z Ys. Od najmłodszych lat interesowała się bronią palną, ale nie jako narzędziem mordu, ale jako miniaturowym dziełem sztuki. Niestety, rodzina Hoensbroeck była twardymi tradycjonalistami (coś rzadko spotykanego w Ys). Rodzinnym interesem zajmowali się męscy przedstawiciele rodu, zaś od dobrze urodzonej damy wymagano głównie dobrego zamążpójścia. Ku rozpaczy jej patriarchalnego ojca, na świat przychodziły jednak kolejne rumiane córeczki. Na wpół zrezygnowany Sander Hoensbroeck postanowił więc wychować najstarszą córkę (czyli Schuyler) jak syna.

Los jednak lubi płatać figle, i tak niedawno na świat przyszedł Koenraad Hoensbroeck, oczekiwany syn w rodzinie znanego rusznikarza. Sander rósł w oczach, a nowa dzidzia stała się momentalnie najważniejszym członkiem rodziny. Schuyler, pozostawiona sama sobie (by nie napisać: zdradzona), zamiast załamywać ręce i przyjąć na szybko znalezionego kandydata na męża, postanowiła zająć się sama swoim życiem. Dalej udając chłopaka, wyruszyła w świat, by przeżywać niesamowite przygody na świecie.

Archetyp: Eksplorator
Rasa: Człowiek (Szczęście Początkującego)
Narodowość: Ys
Profesja: Technomag

Atrybuty:
Krzepa: Normalna
Zręczność: Wysoka
Przenikliwość: Wysoka
Charyzma: Wysoka
Opanowanie: Normalna

Kondycja: 2
Reputacja: 2
Obrona: 14
Wytrwałość: 14
Reputacja: 14
Bogactwo: 3
Sława: Znana Postać

Umiejętności:
Znane: Empatia, Odwaga, Perswazja, Strzelanie, Wysportowanie
Specjalizacje: Blef (Udawanie Chłopaka), Technika (Rusznikarstwo), Ukrywanie się (Znikanie w Tłumie)

Atuty:
Skandalista z Ys (darmowy narodowy atut)
Pistolet (Eksperymentalny 6-strzałowy rewolwer własnej produkcji - 10 PD)
Niezbędnik Technomanty (Przenośne Narzędzia Rusznikarza - 10 PD)
Baterie Maniczne (z profesji)
Moc: Pocisk (Wywalenie Magazynka) (z profesji)

Pierwsze osiągnięcie:
Wynalazek - Schuyler Hoensbroeck opracował(a) własny model szybkostrzelnego rewolweru.


Jest okazja bym zagrał w Wolsunga, więc to powyżej to wstępny zarys mojej postaci. 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Edge of the Empire - Beamhit przedstawia Dramatis Personae: Falco

Falco to młoda dziewczyna uciekająca przed swoją przeszłością, ale równocześnie dzielnie patrząca w swoją przyszłość. Nie wiadomo do końca skąd zna się na medycynie, jest zdecydowanie za młoda na zakończenie (czy rozpoczęcie) nauki w tym kierunku. Podróżuje ze swoją poważnie chorą młodszą siostrą Ginny, którą nie tylko się opiekuje z całego serca, ale również jest jej całą rodziną. Podróżuje głównie po to, by odnaleźć skuteczne lekarstwo dla swojej siostry.

Niedawno poznała niejakiego Carla Korrado, człowieka który sprawiał wrażenie raczej miłego. Najwyraźniej była okazja kupić używanego YT-1300. Stwierdziła, że była to doskonała okazja by wyruszyć dalej w drogę, zebrała więc wszystkie oszczędności i postanowiła dać szansę losowi.

Obecnie na pokładzie Błyskawicy służy głównie jako medyk pokładowy i czasami jako negocjator.

Imię: Falco
Płeć: Kobieta
Wiek: 17
Wysokość: 160 cm
Budowa ciała: Nie widać na zdjęciu?
Włosy: Białe
Oczy: Duże.

Obligation: Family 14
Siostra Ginny jest dla Falco najważniejsza. Niestety, Ginny często choruje i wymaga stałej opieki. Startowe zobowiązanie zostało zwiększone o 5 punktów, i wymienione na dodatkowe 1000 kredytów.

Motivation: Relationship: Sibling
Główną motywacją Falco jest szczęście i zdrowie jej siostry Ginny.

Rasa: Człowiek. Falco jako dodatkowe poziomy w umiejętnościach wybrała Ranged (Light) oraz Vigilance.

Kariera: Colonist

Specjalizacja: Doctor

Charakterystyki:
Brawn 2, Agility 2, Intellect 3, Cunning 2, Willpower 2, Presence 3
Soak: 3, Wound: 12, Strain: 12, Defense R / M: 0 / 0
Total XP: 144, Used XP: 135, Unused XP: 9 

Talenty:

Surgeon II: Kiedy kogoś leczy po walce, leczy mu dwa dodatkowe punkty ran.

Bacta Specialist I: Jeżeli leczy kogoś w Bacta Tank, to pacjent leczy dodatkowy punkt ran.

Grit II: Dodatkowe +2 punkty poziomu stresu.

Resolve I: Jeżeli ktoś zmusi ją do straty punktu stresu, to traci 1 punkt mniej (minimum 1).

Stim Application: Może komuś wstrzyknąć Boostera (+1 do wybranej charakterystyki na czas spotkania, 4 poziomy stresu, poziom trudności wykonania tej akcji to 2).

Umiejętności:

Charm 1, Cool 1, Education 1, Lore 1, Medicine 2, Negotiation 2, Ranged (Light) 1, Resilience 1, Vigilance 1

Ekwipunek:

Heavy Blaster Pistol, Heavy Clothing, Backpack, Commling (handheld), Extra Reloads, Medpac, Synthskin, Stimpack x2, Utility Belt, Fusion Lantern, Ration Pack x3, Personal Credits: 32

niedziela, 26 stycznia 2014

[Raport] Edge of the Empire - Na Pokładzie Błyskawicy #02

40-lecie DnD, czyli ogólnie 40-lecie RPG jako całości. Jak lepiej można było to świętować, niż sesją?

Druga sesja odbyła się w ekipie 4 graczy + MG (czyli ja). Bohaterami byli ludzie Falco i Carl, chiss Arti oraz wookie Chundaar. Było to głównie dokończenie wątków podręcznikowej przygody Trouble Brewing, więc uwaga na spoilery.

STRESZCZENIE PRZYGODY:

(Rzut na obligation to 44, czyli dublet. Znaczy to tyle, że Carl miał obniżone o 4 swoje Strain, a reszta bohaterów o 2)

Bohaterowie zajęli się swoimi ranami oraz uwięzili rodianina i aqualisha. Później przeszukali statek i znaleźli między innymi 6 pełnych skrzyń z glitterstimem. Okej, tak naprawdę znaleźli 4, bo dwie zostały zniszczone przez zabezpieczenia skrzyń.

(+1 PD dla wszystkich, +1 PD dla Artiego za rozbrojenie, +1 dla Falco za wyleczenie poważnej krytycznej rany u Chundaara)

Skrzynie na czarnym rynku chodzą po 5000 kredytek, ale nasi bohaterowie na pewno by za tyle nie sprzedali. Okazało się też, że część z nich może wykorzystać glitterstim do swoich celów. Carl by poznać sekret telepatycznych możliwości narkotyku. Falco chciałaby wyciągnąć odpowiedni ekstrakt, który by pomógł jej siostrze. Arti chętnie przekazałby tak wielką paczkę swojej rasie, przy okazji zyskując kilka punktów chwały. Drużyna (z sesji) się wiec podzieliła, i każdy zabrał na swoją własność po skrzynce.

(Carl, Arti i Falco +1 PD za podążanie za motywacją, dodatkowo Arti i Falco -1 dla swoich obligacji)

Drużynie udało się też naprawić podwójne działko z YCV-666 i podmienić je z jednym ze swoich działek na Błyskawicy.

(+2 PD dla wszystkich, +2 PD dla Artiego za udane mechaniczne grzebanie)

Arti starał się jeszcze wykorzystać części jednego z binarnych załadunkowych droidów, by naprawić J9-B8, ale ZNOWU z marnym skutkiem.

Po wystartowaniu okazało się, że jest tam jeszcze jeden myśliwiec, chałupnicze skrzyżowanie headhuntera z TIE-fighterem. Za sterami był niejaki Alger Sodoth, i o ile Chundaar chciał go zestrzelić, to jednak Carl i Falco dyplomatycznie pozwolili doczepić się ex-bandycie do Błyskawicy (myśliwiec nie ma hypernapędu), by zabrać go na planetę Sleheyron.

(+1 PD dla wszystkich, +1 PD dla Carla i Falco za dobre serduszka)

Podróż trwała z 40 godzin, przed przylotem więc, wszyscy zajęli się różnymi rzeczami. Rodianin okazał się bratem Zukaty, i został uwolniony przez Falco (został uwięziony przez Bandina, i zmuszony do współpracy). Przy okazji Falco chciało poflirtować z rodianinem, ale ten wolał kobiety ze swojej rasy. Carl badał skutecznie tajemnice glitterstimu, łącznie z robieniem specyficznych ciasteczek (co skończyło się lekkim hajem Falco i Carla). Ginny (siostra Falco, chorowite, acz urocze dziesięcioletnie dziewczę) głaskało z namiętnością futerko wujka Chundaara. Tylko zimny chiss-mechanik snuł się tak jakoś poważnie po statku.

(+1 PD dla wszystkich, +1 dla Falco za nieudane próby międzyrasowego romansu)

Po przybyciu na miejsce, od drużyny oddzielił się Alger, zaś drużyna spokojnie wylądowała na planecie i poszła sobie do kantyny. Tam dowiedzieli się, jak znaleźć hutta Thakba Besadii Diori. Po wyjściu, Carl stwierdził, że śledzi go jakiś człowiek. W uliczce doszło do spotkania, gdzie człowiek okazał się chyba znajomym Jamesa, byłego przyjaciela Carla (James oskarża Carla o zdradę). Po wymianie zdań, wszyscy się rozeszli, ale atmosfera była ciężka.

 (+1 PD dla wszystkich, +1 PD dla Carla za czujność)

Jakiś czas później, po mniej istotnych perypetiach, drużyna stanęła przed huttem (i obowiązkowo skąpo ubranych trzech zniewolonych twi'leczkach). 


Thakba był bardzo zadowolony, drużyna wzbogaciła się o 5000 kredytek za Bandina Dobaha, oraz o 2500 za glitterstim od Chundaara.

(+1 PD dla wszystkich, +1 PD dla Chundaara za dodatkową transakcję)

Thakba zaprosił też drużynę, na walki gladiatorskie z Bandinem w roli głównej. Jeżeli by przeżył 10 kolejnych walk, został by puszczony. Thakba zawołał też swoich gladiatorów niewolników, by zaprezentować ich swoim nowym gościom. Wsród nich był wookie, który nazwał Chundaara "psem-zdrajcą". Chuundar chciał jednak wykupić towarzysza, ale hutt był niezrównanym mistrzem targu (chociaż ta próba wprawiła go w zajebisty nastrój), i nic do tego nie doszło.

(+1 PD dla wszystkich, +1 PD dla Chundaara za próbę wykupienia towarzysza)

Drużyna była jednak niezłomna, i postanowiła uratować wookiego (i innych gladiatorów), oraz twi'leczki. Wcześniej jednak postanowili zrobić kilka zakupów (w tym kilka nielegalnych) i zamontować przemytniczą skrytkę na swoim statku.

(+1 PD dla wszystkich, +1 PD dla Carla za wyszukanie towaru, +1 PD dla Artiego za zamontowanie go na statku)

Na drugi dzień doszło do oglądania walk gladiatorów, gdzie Bandin padł w drugiej walce, kiedy walczył ze zniewolonym wookiem. Hutt coś wspomniał, że będzie robić całonocną imprezę. Drużyna postanowiła wrócić na statek, ale zostali zaatakowani przez snajpera (najprawdopodobniej człowieka z którym wcześniej rozmawiali). Ten oddał tylko jeden strzał, ale prawie zabił Carla. Po czym ślad po nim zaginał.

(+1 PD dla wszystkich, -1 obligacja dla Carla, bo wygląda na to, że nie żyje)

Kiedy zapadła noc, drużyna zakradła się do Ludens z gladiatorami. Chyba nikt się nie spodziewał, że ktoś śmiałby robić napad na własność hutta, Ludens był pilnowany tylko przez dwoje Gomoreanów, którzy skutecznie zostali ogłuszeni (okej, jeden zauważył napastników, ale ten obraz z jego świńskiego móżdżku został wymazany przez skuteczny cios Chundaara).



Gladiatorzy zostali uwolnieni, a wookie Lambakka (gladiator) stwierdził, że mylił się co do Chundaara. Po drodze drużyna łapała jeszcze z okna twi'leczki niewolnice, i tak w pokaźnej grupie (9 gladiatorów + 3 niewolnice) udali się wszyscy na Błyskawicę.

(2 PD dla wszystkich, +2 PD dla Chundaara za uratowanie sytuacji potężnym ciosem i za podążanie za swoją motywacja, -1 obligacji dla Chundaara, bo od tej pory Lambakka będzie zawsze świadczył na jego korzyść)

Gladiatorzy i rodianin zostali odstawieni na Formos. Tym samym drużyna dotrzymała obietnicy, że Zukata zjednoczy się ze swoim bratem.

(+1 PD dla wszystkich)

Jedna ze starszych twi'leczek powiedziała, że ma kuzyna o imieniu Reom, który żyje na Kole (The Wheel), i czy to nie byłby problem by zostały tam zabrane. Drużyna się na to zgodziła. Przelot trwał jednak aż 3 dni, i przez ten czas Chundaar zaproponował zabawę w kto więcej wypije. Okazało się, że przy dwóch próbach, dwa razy na nogach ostała się Falco (a Carl nie był wstanie wziąć udziału w drugim konkursie). Przy okazji pierwsza popijawa skończyła się całowaniem nieprzytomnego Artiego w czoło i sprawdzaniem jego mięśni (ciekawość, czy chiss w dotyku jest jak człowiek), zaś druga w głaskaniu nawalonego (i mruczącego) wookiego.

(+1 PD dla wszystkich za pierwszą wspólną popijawę, +1 PD dla Falco za całokształt)

Błyskawica wyszła idealnie przy Kole. I sesja się w tym momencie zakończyła.

WNIOSKI

- 5-godzinna udana sesja, ale nie dało rady zagrać w 5-osobowym składzie (sesja studencka vs. sesje erpegowa). Wyszło chyba jednak dobrze, tak wszyscy mówią :)

- Nieobecni chorują, ale przez chwilę na Błyskawicy było tak tłocznie, jak w autobusach komunikacji miejskiej po 14.00 w dni powszednie.

- Sesja właściwa (podręcznikowa) skończyła się po oddaniu aqualisha huttowi, później była mała improwizacja.

- Która to chyba wyszła całkiem nieźle :)

- Wszyscy na tej sesji dostali premię, zarówno za swoje motywacje, jak i za obligacje. (Carl dostaje dodatkowo spóźniony 1 PD, bo zasługuje za odkrycie planów lotu na ukrytą asteroidę).

- Źle to rozegrałem z kolesiem który jest powiązany z Carlem. Mógł nabruździć przy Thakbie, i powiedzieć, że Carl wydaje handlarzy przyprawą. Możliwe, ze drużyna przez to dostałaby mniej kredytów. Mówi się trudno. mea culpa, mogło być ciekawiej, niż snajper zabójca.

- W przygodzie nie ma żadnych twi'leczek (jest poprawna politycznie), ale przez nie i działanie grupy mam teraz dobre nawiązanie do następnej przygody (Beyond the Rim).

- Gotowanie ciasteczek z narkotykami - Da best nigga! Mieliśmy własne Breaking Bad Star Wars crossover. Ginny też jedne zjadła :)

- Następna sesja - za dwa tygodnie. 

Końcowe PD wygląda tak:

Chundaar 18 PD, reszta 19 PD (Carl ma już uwzględnione zaległe +1 PD), nieobecni po 9 PD.

A na koniec bonus, Chundaar widziany oczami Ginny (dzięki Adrian za linka):


I kwiatek z sesji:

- No dobra, ja ci wierzę.
- Ja też ci wierzę.
- Dwie wieże.

sobota, 25 stycznia 2014

Wiedza MG vs. Wiedza BN (w walce)


Dzisiejszy wpis sponsorują literki "S" jak Symulacjonizm i "M" jak Mainstream. Czyli SM bez BD.

Różne podręczniki do RPG mają często zapisany jeden ustęp. O rozróżnieniu wiedzy bohatera i wiedzy gracza (pomijam OSR, gdzie o ile mi wiadomo, te rzeczy są zazwyczaj tożsame, oraz większą część Story Games). Jest zazwyczaj ładnie napisane, by nie mieszać tych dwóch elementów, i by przy spotkaniu z Darth Vaderem nie zakrzyknąć: Hej stary! Jak tam Amidala? A synka Luka już poznałeś?

Mało który podręcznik pisze i daje wskazówki, by MG też trzymał się tej zasady. Bo twoja wiedza Mistrzu Gry nie oznacza, że tą samą wiedzą dysponują twoi Bohaterowie Niezależni. A zazwyczaj (z doświadczenia piszę) sprowadza się do tego, że przeciwnicy BG są jak termitarory z wbudowanym Google Glassem, na którym wyświetlają się wszystkie parametry naszych bohaterów.

W większości przypadków potyczki w RPG to nie Descent, gdzie MG wykorzystuje każdą możliwość by wygrać. Jeżeli umawiacie się, że gracie gamistycznie (lub gracie w system, który jasno zakłada takie granie), to spoko, wszystko w porządku. Ale większość systemów Mainstreamowych nie zakłada takiego grania. A skoro nie, to kilka błędów (IMO) i rozwiązań poniżej:

PRZECIWNICY TO KOLEKTYW

Dzielna drużyna idzie przez las. Nagle zaskakuje ich banda tutejszych leśnych dresów-zakapiorów. Wywiązuje się walka. Dresy-zakapiory zaczynają działać jak wspaniała wojenna machina. Porozumieją się bez słów, działają skutecznie, sami by każdą wojnę wygrali...

Drogi MG - jesteś sam. Twoich graczy jest zazwyczaj kilku, od 2 do 5. I to wcale nie znaczy, że mają nad tobą przewagę umysłową. Przynajmniej nie podczas prowadzenia potyczek. Bo jeżeli porównać taką potyczkę do szachów - to ty sam kontrolujesz swoją stronę, a oni na zmianę wykonują ruchy swoimi wspólnymi bierkami. Chcąc, nie chcąc, odruch "kolektywu" sam się włącza. MG wie co zrobi banda, jak poleci i gdzie zaatakuje. I jeżeli ktoś lubi realizm, to realizmu w tym za grosz. Co więc robić?

- Każdy popełnia błędy. A już na pewno popełnia je luźna zbieranina hołoty, goblinów, milicji miejskiej czy kosmicznych rabusiów. Popełniaj więc i ty błędy. Niech czasami ktoś zrobi coś głupiego. Albo nic nie zrobi.

- Taktyka nie istnieje. Oczywiście, nie mówię tutaj o Komando Foki czy innych Kosmicznych "jakim jestem zajebiście zastrzeżonym znakiem przez GW" Marines, czy nawet o Bohaterach Graczy. Mówię o typowej zbieraninie. Jeżeli ktoś widział filmik z ustawki pseudokibiców, ten wie, że to jest tak naprawdę tępe "hurrrrra i do przodu". I większość przeciwników BG działających w grupie będzie tak właśnie robić.

- Zwierzęta mają instynkt. A to znaczy, że też nie będą działać cały czas z chirurgiczną precyzją i zimną kalkulacją. Jak działają stadne drapieżniki? Odciągają najsłabszą ofiarę od stada. Proste, genialne i fantastyczne działanie w grupie. Ale to co działa na stado antylop, nie działa na "stado" bohaterów, którzy nie zostawiają (zazwyczaj) za sobą najsłabszego ogniwa. I w tym momencie genialny plan dyktowany przez naturę idzie się kochać. Oznacza to też, że stado wilków nie będzie z uporem maniaka atakować jednego czarodzieja w grupie. Górę weźmie instynkt, i najprawdopodobniej zwierzę odgryzie się temu, kto ostatni je kopnął.

- Komunikuj zamiary. Proste - Stefan leśny dres-zakapior nie jest telepatą, i nie wie, że Grześ leśny dres-zakapior chce, by poszedł on na flankę. Dlatego niech Grzesiu krzyknie - Na flankę chuja! Na flankę!  Być może to gracze wykorzystają, być może nie. Ale jeżeli lubisz realizm, na pewno takie zagrywki w jakiś sensie go zwiększą. No i jeszcze jedna uwaga - to że Grześ woła, nie znaczy że Stefan tam pójdzie. 

WSZYSCY WIEDZĄ O ODPORNOŚCIACH BOHATERÓW...

Niektórzy Mistrzowie Gry traktują odporności bohaterów jako coś, co daje im wskazówkę jakich ataków nie dawać przeciwnikom. To tak jakby nad bohaterem wisiał wielki neon z napisem "Odporność na Ogień: 10".

Przykro mi, ale żaden napis nad nimi nie wisi. To, że bohaterowie dostają połowę obrażeń od ognia, nie oznacza z marszu, że nikt w nich nie będzie rzucał kuli ognia. Oznacza to tylko, że po takim ataku przeciwnik będzie musiał w tym starciu na szybko zrewidować swoją listę ulubionych czarów.

Nie bój się MG atakować bohaterów tym, na co są odporni. Ty o tym wiesz, ale twoi Bohaterowie Niezależni niekoniecznie.

...I ICH SPECJALNYCH ATAKACH

Ze specjalnymi atakami jak z odpornościami. Bohaterowie Niezależni nagle wiedzą, czego nie robić, by nie aktywować super-duper-mega-combo-one-hit-death-attack-ultra-finish od Bohatera Gracza. Mój ulubiony przykład - wojownik oparty na morderczych atakach okazyjnych z DnD. Dziwnym trafem od reszty drużyny niektórzy przeciwnicy będą ryzykować odejście, ale od naszego wojownika nie odejdą, chociażby się palili, wykrwawiali, pluli zębami, a w pobliżu tonęła ich najbliższa i najukochańsza osoba.

Dawaj więc MG okazję, by gracze mogli aktywować takie ataki chociaż raz na walkę. Niech boją się tego ataku, jak go dopiero zobaczą na własne oczy.

Na koniec mój własny patent, kiedy nie wiem jak do końca zachowa się przeciwnik. Rzuć sobie kością. Bohaterowie mają odporność na kwas, a przeciwnik ma atak kwasowy, lodowy i ognisty? Rzuć sobie 1k6 - 1,2 zaatakuje kwasem, 3,4 - lodem, 5,6 - ogniem. Z zaistniałej sytuacji nie wiesz, kogo zaatakuje uber-przepak-boss-końcowy? Też rzuć kością. Wskazuj potencjalne cele i powiedz - jak wypadnie 1,2 - zaatakuje ciebie, jak 3,4 - to ciebie, jak 5,6 - to ciebie. I rzucaj. W niektórych przypadkach skupienie graczy na tej kości gdy się turla - bezcenne.

Do następnego wpisu więc.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Spowiedź Beamhita - Kiedy udawałem kobietę


W dawnych czasach był okres kiedy wyjątkowo mało grałem. Ba, nie miałem z kim grać, przeprowadzka zrobiła swoje. Wtedy jedyną szansą by grać w RPG była gra PBF (gra przez forum). Wtedy ochoczo ruszyłem więc do ataku.

Był to też okres, kiedy przestało mnie bawić granie wielkimi Conanami z wielkimi jajami i z wielkim fallusem. Słuchanie historii o bohaterkach zaczęło wydawać mi się ciekawsze.

Niestety, sesje te nie przynosiły odpowiedniego rezultatu i poziomu "funu". Gdzieś tam zawsze byłem dla wszystkich Beamhitem, typowym śliniącym się pryszczatym nerdem. Facetem jednym słowem. Oraz "pedałem" jeżeli wczytało się między wiersze różnych wypowiedzi. No bo jak to tak, facet grający kobietą? Oburzenie na sali i ostracyzm. Me żeńskie postacie były spychane na drugi plan, pogardzane, ignorowane, skazywane na zapomnienie.

Trzeba było więc powrócić jako Beamhitta. Kilka lewych kont, udawanie młodego dziewczęcia i PBF przybywam!

O jak się gra zmieniła! O jak awansowały na sesji moje bohaterki. Sesje stały się zajebiste! Pal licho jednak to, co się działo na sesji. Na privach i gadu-gadu zaczęli do mnie walić facety. Drzwiami i Windowsami. Sam będąc facetem tworzyłem osobowości kobiet opartych na mojej Animie, i jak okazało się, była to Anima innych nerdów. Przynajmniej w większości przypadków.

Z jednej strony byłem podrywany, otaczany czcią, chwalony, zapraszany na spotkanie w prawdziwym życiu. Niektórzy się prawie zakochiwali, a ja, chcąc dalej grać w zajebiste sesje, musiałem dalej ciągnąć tą farsę. Ba, udawałem raz nawet 14-latkę. Okazało się, że polskie nerdy to jedna wielka banda pedofilów.

Oczywiście, nie zawsze było tak kolorowo. Z jednej strony była grupa zakochanych cmokaczy, z drugiej były prawdziwe tr00 nerdy które wiedziały lepiej jak grać w RPG.

Mając już wtedy 10-letnie doświadczenie w RPG musiałem udawać świeżą dziewuszkę, dziewicę erpegową. Dziewictwo słabo mi jednak wychodziło, bo miałem już wyrobione przecież swoje własne podejście do RPG. Zazwyczaj więc jak coś stawało w sprzeczności z wizją jakiegoś "weterana", zaczynałem być zalewany poradami "MONDRYCH" guru internetu. Zazwyczaj wyglądało to tak:

- nie moszesz tak zrobic, ja gram 5 lat w rpg i wiem rze tak nie powinnnno być, jesteś gupia smarkula, nie znaż sie na prafdziwym RPG.

Dzielnych tatusiów chcących wytłumaczyć zawiłe meandry RPG było wielu, chociaż nie tak dużo jak zakochanych nieszczęśników. O ile w pierwszych przypadkach było mi momentami głupio (i czułem żal nad zakochanymi samotnymi erpegowcami), to w drugim przypadku miałem niezłą polewkę.

Wnioski? Wyciągnijcie sobie sami, jeżeli w ogóle chce wam się jakieś wyciągać. Albo potraktujcie to jako kolejną niesamowitą opowieść z polskiego fundomu.

Nie, nie ujawnię jakie miałem nicki i w jakich sesjach brałem udział. To stare dzieje, i nie wiem czy chce mi się kogoś wyrywać z błogiej nieświadomości.

Do następnego wpisu więc.

niedziela, 19 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Mortal Kombat


Przypomniałem sobie stare dzieje i przeszedłem sobie Mortal Kombat. Ten pierwszy z 1992 roku. Na wstępie coś wam muszę powiedzieć. Kocham bijatyki. Ale z tą miłością jest jak z katolikami w naszym pięknym kraju. Jestem kochający, ale niepraktykujący. Pozostał sentyment ze starych czasów.

Mam też inne skrzywienie - uwielbiam grać w mordobicia dla ich historii. Jasne, pamiętam te stare turnieje robione z kumplami na Amidze, czy spotkania z kumplem w celu wspólnego naparzania się po ryjach. Dziwne, nie? Dlatego najwyżej sobie cenie serię The King of Fighters, gdzie mamy już prawdziwą modę na sukces. No ale wracajmy do Mortala.

Mortal Kombat to jeden z tytułów dostępny w składance Mortal Kombat Kollektion. Gra która zapoczątkowała nie tylko kilka kontrowersji, ale też dała początek jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii gier.

Dla ludzi nie w temacie - stają naprzeciwko siebie zawodnicy którzy się naparzają. Są oni wzorowani na prawdziwych ludziach w przeciwieństwie do rysunkowych tytułów jak Street Fighter czy wspomniany przeze mnie The King of Fighters. Dodatkowo po pokonaniu przeciwnika można było mu zrobić a-ku-ku połączone z kri-kri-kri. Czyli wyrwać serce albo zrzucić na kolce.

Bo zupa była za słona
Do wyboru mamy 7 zawodników, przed nami 13 starć, od czasu do czasu będziemy musieli w minigierce rozłupać deski czy kowadło. Postacie są nie tylko w pikselach, ale kojarzą się z typowymi bohaterami z sensacyjnych filmów kung-fu z lat 80. Wiecie, tacy bohaterowie grani przez Van Damme, Cynthię Rothrock i Michaela Dudikoffa. Czyli wyglądają słodko kiczowato jak na dzisiejsze standardy.

Cynthia ma 6 czarnych pasów i Sonya Blade była wzorowana na jej filmowych rolach.
Niestety, gra nie sprawia mi takiej radochy jak SF czy KoF. Jest po prostu dla mnie trudno-schematyczna. Bawienie się w jakieś specjale czy inne kombinowanie z ciosami przynosi beznadziejne efekty, gdyż czas reakcji komputera jest na bardzo wyśrubowanym poziomie. Z drugiej strony większość walk wygrywa się techniką skok-odskok. Co jest upierdliwie nudne.

Jak wspomniałem jest 7 zawodników (nie licząc tych sterowanych przez komputer), i każdym z nich przemęczyłem się od początku do końca. Pozwolę więc sobie o każdym z nich coś powiedzieć.


Johny Cage to taki koleś który ewidentnie wzorowany jest na van Damme. Robi szpagat z ciosem w jajka, robi wślizg z kopnięciem i strzela jakąś kulą. Średnio się nim grało, szpagat w komputer prawie nigdy nie wchodzi (i w ogóle nie uderza kobiety, wstydzioch jeden, albo gay). Fatality to oderwanie głowy ciosem w podbródek. Średniak jak dla mnie. 


Kano to taki zły koleś do wyboru. Śmiesznie ubrany z obowiązkowym cyber-okiem zła a'la lata '80. Jego atak zasięgowy całkiem całkiem, i szybki do wykonania. Natomiast drugi atak to na klawiaturze mały masochizm. Fatality to wyrwanie bijącego serca. Średniak jak dla mnie, pewnie na joysticku grałoby się nim lepiej.


Raiden to bóg piorunów. Jak na boga przystało, strzela piorunami, teleportuje się i lata w komicznie nienaturalny sposób na chińskiego supermana (krzycząc coś w stylu KHAINEDATHU). W przeciwieństwie to filmowego odpowiednika (granego przez Christophera Lamberta), ten tutaj koleś okazuje się niezłym sukinkotem. Fatality to rozpieprzanie głowy przy pomocy prądu. Dobra postać do grania.


Liu Kang to główny dobry tej gry. Dwa dobre ciosy (które i tak w komputer nie wchodzą) i jakieś takie humanitarne Fatality (cios dwiema nogami i podbródkowy) które na klawierce wchodzi czasami, a czasami nie. Wyjątkowo za to cienki kopniak z wyskoku, który zazwyczaj nie trafia jak u innych postaci. Średniak, ale z tych mocniejszych.


Ja się nie dziwię, że Scorpion jest jedną z dwóch ulubionych postaci z MK I. Dwa dobre ciosy, jeden to atak z teleportacją, i drugi to sławetne sznurowadło, czyli przyciągnięcie przeciwnika na lince do siebie. Obydwa ciosy wchodzą w komputer częściej niż ciosy od innych postaci. Fatality to ściągnięcie swojej maski i spalenie przeciwnika do kości. Mocna postać. Jedna z dwóch mocnych postaci.


Sub-Zero to według mnie druga mocna postać. Jasne, zamrożenie jest takie sobie, jak i wślizg (jeżeli weźmiemy go pod uwagę sam atak). Ale siłą tej postaci, że ma ono niezłe kombo (jedne z nielicznych w tej grze zresztą). Po trafieniu przeciwnika z uppercuta lub kopnięciem z wyskoku należy szybko wyprowadzić wślizg. 2-Hit Combo murowane. Fatality to legendarne (i anatomicznie niewykonalne) wyrwanie głowy z kręgosłupem. Ninjasy mają też dobre kopnięcia z wyskoku.


Sonya Blade to największa pomyłka w tej grze. Jedyne co ją ratuje to atak zasięgowy (o dziwnej metodzie odpalenia, ale za to szybkiej). Pochwycenia przeciwnika nogami (ten atak zadaje duże obrażenia) wygląda fajnie, ale komputer zazwyczaj to zablokuje i sprzeda nam lampę. Nie wspominając o tym, że na bossów (Goro i Shang-Tsunga) to nie działa. Trzeci atak (nazwany w Secret Service "Lotem Trzmiela") pominę milczeniem, gdyż jest bezużyteczny. Fatality to jakieś coś bez pomyślunku. No niby twarda pani komandos, a tu takie cmoknięcie, wypuszczenie wróżki-zębuszki i spopielenie przeciwnika.

Zdziwiłem się, bo przejście gry wszystkimi postaciami zajęło mi jednak 5 godzin. Ale ogólnie było to bardzo męczące przeżycie i dające mi mało satysfakcji.

sobota, 18 stycznia 2014

Edge of the Empire - Jak rozdałem pedeki za przygodę Trouble Brewing


Przygoda "Trouble Brewing" daje jak dla mnie takie sobie wskazówki jak przydzielić PD za sesję. Odgórne 20 pedeków za sesję to takie sobie. Już o wiele lepiej wygląda przyznanie tych pedeków w "Beyond the Rim".

By dać poczuć graczom, że działania bohaterów coś znaczą, postanowiłem przydzielać 1 PD za każdą ważniejszą decyzję lub działanie. Nie ważne, czy to działanie wychodziło od jednego gracza czy całą drużynę. Hej, EotE to bardzo drużynowa gra - drużynę tworzy się razem (w teorii), indywidualne zobowiązania kładą cień na całą drużynę, inicjatywa jest generowana też dla całej drużyny. Ale, jeżeli podczas decyzji lub działania któryś z bohaterów "był tym bardziej", to gratisowo miał dostać 1 pedeka. Oto co mi wyszło na koniec:

Pierwszy drużynowy konflikt - opłata za lądowisko - 1PD + 1PD dla Falco za przekonanie wszystkich do zrzutki.

Dziwne, ale już przy opłacie za lądowanie gracze zaczęli przerzucać obowiązek opłaty na innych. Forsą nikt nie grzeszył, i nawet jeżeli w pierwszej chwili większość zignorowała propozycję zrzutki, to na końcu wszyscy przystanęli na tą propozycję. Dobrze, niech się uczą, ze w tym systemie przede wszystkim ich postacie powinny liczyć na siebie nawzajem.

Odzyskanie części droida ze szczęk potwora - 1PD + 1PD dla Chundaara za bohaterski rzut na pchlarza.

Coś co miało być raczej elementem komicznym (z zaułka wyszedł jakiś szczuropies z masą kabli w pysku i policzkach). Ale drużynowy wookie szybko zareagował i rzucił się do łapania stworka. I... nie udało mu się. Tutaj jednak jest przykład, jak działa mechanika w EotE. Deklaracja gracza: Łapię stworka!. Rzut i wynik: porażka, ale trzy przewagi. Decyzja MG: Nie udaje ci się złapać stworka, ale wystraszony rozdziewa pysk i uciekając gubi trzymane części.

Naprawa umierającego droida - 1PD + 1PD dla Arti i Renco za dokonanie niemożliwego.

Jeżeli ktoś czytał przygodę, albo mój poprzedni wpis, ten wie, ze przygoda nie daje możliwości uratowania droida. No ale gdzie w tym zabawa? Pieprzyć więc hasła "nie da się", i dać graczom możliwość zrobienia czegoś. nawet jeżeli dasz możliwie maksymalny poziom trudności dla spraw beznadziejnych, to możesz być zaskoczony przebiegiem sesji drogi MG :)

Szukanie informacji w kantynie - 1PD + 1PD dla Renco i Carla za aktywność

Rozumie się samo przez siebie.

Pomoc rodiance - 1PD + 1PD dla Falco za deklaracje i Chundaarowi za bycie twardzielem.

Proste - Falco namówiła Chundaara by pomógł napastowanej rodiance.

Ogłuszenie tłustej muchy - 1PD + 1PD dla Renco za efektywność.

Szybka akcja i szybkie ogłuszenie.

Walka i uwolnienie R4 - 1PD + 1PD dla Chundaara za efektywne zajście bandy przemytników.

Chundaar wyłamał dechy w oknie i przez nie skutecznie prowadził ostrzał.

Wymiana danych z rodianką - 1PD + 1PD dla Carla za sprytną dyplomacje.

Carl nie tylko dobrze zagadał i zaproponował sensowną propozycję, ale uszanował też wolne droidy.

Mistrzowskie spartolenie naprawy droida - 1PD + 0PD dla Arti i Renco, nasze złote rączki (tak, zero pedeków, ale zasłużyli na specjalną wzmiankę).

Wydali 500 kredytów na części do droida ;) Kolejny powód, dlaczego warto rzucać ;) To była mega-porażka, ale przecież na błędach też człowiek (znaczy chiss) się uczy.

Walka z droidem strażniczym - 1PD + 1PD dla Arti za blokadę i Chundaara za efektywność.

Arti zhackował systemy nadawcze droida strażniczego, zaś Chundaar skutecznie go zestrzelił z działka pokładowego.

Walka finałowa - 1PD + 2PD dla wszystkich za ogłuszenie bossa i rodianina.

Efekt końcowy był taki, ze Chundaar dostał 18 PD, Renco 17, reszta 15, a nieobecni po 8 PD (połowa ze średniej). Czy 15 PD to dużo, czy mało za sesję? Zobaczymy:

Za 5 PD można: wykupić pierwszy poziom umiejętności klasowej, talent z pierwszego rzędu lub któryś z talentów powiązanych z Mocą.

Za 10 PD można: wykupić drugi poziom umiejętności klasowej, wykupić pierwszy poziom umiejętności nie-klasowej, talent z drugiego rzędu lub któryś z talentów powiązanych z Mocą.

Za 15 PD można: wykupić trzeci poziom umiejętności klasowej, wykupić drugi poziom umiejętności nie-klasowej, talent z trzeciego rzędu lub któryś z talentów powiązanych z Mocą.

Czyli całkiem znoście. Nie aż tyle ile proponuje podręcznik (20 PD za sesje), ale wszystko powiązane jest z konkretnym działaniem postaci.

niedziela, 12 stycznia 2014

[Raport] Edge of the Empire - Na Pokładzie Błyskawicy #01


No i stało się. Pierwsza sesja w nowe Star Wars. Pierwsza sesja w nowym miejscu do grania. Pierwsza sesja z pięcioma graczami od kiedy opuściłem Gliwice. A opuściłem je ponad 10 lat temu.

Najpierw bohaterowie. Tych jest 7. Jako że powiedziałem wprost, że więcej niż 5 raczej nie udźwignę, to gracze są z założenia rotacyjni. Co wyjdzie, to zobaczymy.

1. Wookie Chundaar - Hired Gun: Mercenary Soldier
Najemnik oskarżony przez brata o zdradę, wędruje więc przez galaktykę.

2. Człowiek Falco - Colonist: Doctor
Białowłosa młoda dziewczyna opiekująca się chorą młodszą siostrzyczką.

3. Człowiek Carl Korrado - Explorer: Fringer
Człowiek który porzucił wielopokoleniowy rodzinny biznes i wyruszył na kosmiczny szlak.

4. Chiss Arti - Technician: Mechanic
Chiss powiązany z największym rodem Chissów. Pragnie wspiąć się wysoko w hierarchii.

5. Chiss Renco - Bounty Hunter: Gadgeteer / Force Sensitive Exile
Zaginiony wrażliwy na Moc Chiss, marzący o zemście i ogarnięty obsesją znalezienia pewnego człowieka.

6. Chiss Prowler - Bounty Hunter: Survivalist
Chiss łowca nagród, który dobrze czuje się na dzikich terenach.

7. Człowiek Mirta Drayson - Smuggler: Pilot
Doświadczona pilotka zafascynowana mandaloriańską kulturą.

Na sesji nie grali Prowler i Mirta. Chissowie mają imiona w stylu Mghgsh'ghtyur'tyuio, więc podałem tylko ich nicki (statek smerfów, trzy chissy na pokładzie!). Drużyna lata swoim YT-1300 ochrzczonym nazwą Błyskawica.

Przygodę jaką poprowadziłem nazywa się Trouble Brewing, i jest to przygoda z podręcznika głównego. Dawno nie prowadziłem z gotowca muszę zaznaczyć. Poniżej nie tylko więc to, co się wydarzyło na sesji, ale też moje uwagi co do samej przygody. być może komuś się przydadzą, jeżeli będzie chciał poprowadzić tą przygodę. Więc UWAGA NA SPOILERY!

PRZYGODA I UWAGI:

Arti był wyjątkowo bardziej zrzędliwy niż zwykle. Wszystkim przez to psuły się humory.

(To był rzut na zobowiązanie, drużyna ma dosyć wysoką sumę, więc duża szansa ze coś im zawsze na sesji będzie przeszkadzać).

Drużyna przybyła na planetę Formos w poszukiwaniu zajęcia. Drużyna w 5 osób wyruszyła do tutejszej kantyny (Mirta i Prowler zachorowali poważnie i zostali odizolowani; Ginny zaś to jedyna enpecetka na statku, jest zbyt chorowita by go opuszczać).

(Przygoda przewiduje kilka ewentualnych spotkań, ale jakoś żadne z tych rozwiązań nie przypadło mi do gustu. Przygoda przewiduje też, że bohaterowie w końcu ruszą do najlepszej kantyny w mieście; moi gracze ruszyli tam natychmiast. jest jeszcze wspomniana opłata za postój w porcie, ale nie ma podanej jej ceny, była tylko wzmianka, ze nie jest duża i można ją obniżyć przez targowanie.)

Po drodze usłyszeli wołanie o pomoc. W zaułku spotkali bardzo zdemolowanego droida protokolarnego J9-B8. Mówił coś, że porwali jego towarzysza R4-W9. Drużyna postanowiła jakoś poskładać go do kupy.

(Umierający posłaniec na progu, motyw stary jak świat. Takie to sobie, ale spoko. Przygoda nie daje możliwości uratowania droida. Nie, bo nie. Ja jednak widząc chęć poskładania droida do kupy (za wyjątkiem jednej deklaracji o skracaniu cierpienia), postanowiłem dać graczom szansę... I się im udało, pomimo najwyższego stopnia trudności :))

Poskładany jakoś droid (bez ręki, jednego działającego oka i bez dolnego tułowia) zgodnie z tradycją, został zapakowany na plecy wookiego. Drużyna tylko wiedziała, że rozboju dokonali ludzie z jednym weequayem w drużynie.

(Nie mogli dać ilustracji jak wygląda weequay, aqualish czy devaronian? Tak się składa, że w Star Wars nie grają tylko maniacy Star Wars, ale też zwykli miłośnicy tego uniwersum, albo po prostu miłośnicy RPG. Nie, nazwa rasy "hjagsduygduyg" nic mi nie mówi.)

W kantynie drużyna spotkała się z hologramem gończym za aqualisha Bandina Dobaha i 10000 nagrody za jego głowę. Później do kantyny przyszła rodianka ZUKATA. A chwilę później dwoje ludzi i TEN weequay. Wystraszony droid chował się za wookiem, a jeden z ludzi podszedł bezczelnie i nachalnie nagabywać i molestować rodiankę.

(Damulka w opałach! Drugi oklepany motyw. Spoko. Tylko że ja jeszcze miałem żywego droida do wykorzystania, by ciągnąć przygodę.)

Falco poprosiła Chuundara by pomógł rodiance. Doszło do rękoczynów. Człowiek jeden zmył się natychmiast, drugi został ogłuszony. Weequay został wzięty na muszkę.

(To spotkanie może przebiec na kilka sposobów, łącznie z tym, że bohaterowie całkowicie oleją całą sytuację. Rozwiązanie sporu też ma kilka opcji - od rozmowy, do walki na pięści i do sięgnięcia po broń.)

Była rozmowa z pojmanymi o droidy. Rodianka też przyłączyła się do rozmowy, i powiedziała że też szuka R4-W9.  Chodzi o mapy tego sektora czy coś. Zaproponowała też 2000 kredytów właścicielom droida za dostęp do tych danych i wspominiała, ze Hutt Thakba Besadii Diori oferuje 5000 za żywego Bandina. W przyjacielskiej rozmowie z Falco wyszło, że rodianka szuka też swojego zaginionego brata, łowcę nagród Godona Netakka. Drużyna zauważyła, że podsłuchuje ich jakiś toydorian i tak, jakby nigdy nic, zgłuszyła heroicznie latającego obcego. Po przesłuchaniu weequaya, wiedzieli gdzie szukać droida R4-W9. Drużyna udała się do kryjówki.

(Tu też jest kilka możliwości. Drużyna może nie zauważyć podsłuchującego obcego, może go śledzić, może im się nie udać go śledzić, możliwe, że zostanie zastawiona na nich pułapka.)

Drużyna zaskoczyła pięciu ludzi, zabiła dwoje z nich (pomagiera i szefa, tego samego co wcześniej był w kantynie) i odzyskała R4-W9. Jeden z Chissów (Renco) w tym momencie okazał się prawdziwym okrutnikiem, zabił jednego z pojmanych, a drugiemu strzelił w kolano. Dowiedzieli się, ze jeden z nich jest pilotem, i że w dokach jest ich statek.

(Klimat Star Wars właśnie padł, a przybył Kosmiczny Warhammer. Nie przerywałem sesji w tym momencie, ale raczej średnio podoba mi się takie zachowanie w kosmicznym Sword and Sorcery. Przygoda też nie przewiduje, by przemytnicy mieli jakiś statek, ale co tam. Ważne, by był sens wynikający z fikcji. Chociaż też średnio mi pasował pomysł, by dawać drużynie już drugi statek, nie widziałem przeciwdziałań. Z drugiej strony dali swoim zachowaniem okazję, by jednak nie dać im tego statku. Co ciekawe, nie przeszukali pomieszczenia i nie zabrali broni od pokonanych (a zaznaczyłem, że gość ma dwa przerobione pistolety do szybkiego wyciągania). A było co zyskać. W ogóle jak porównuję do kolejnej przygody, to ta podręcznikowa bardzo rozpieszcza sprzętem zdobycznym graczy.)

Drużyna uwolniła droida i go przygarnęła. Była jeszcze rozmowa z rodianką na temat funduszy za mapy - Carl okazał się wyjątkowo miłym dyplomata, szanujący droidy i ich wolność. Drużyna więc wzbogaciła się o 2000 i dwa droidy enpecety na statku. Później drużyna ruszyła do doków, ale kompletnie dali ciała z poszukiwaniem statku przemytników, i salwowali się chwilowo ucieczką z Fomosa.

Drużyna zrobiła szybki skok na Sleheyron, by załatwić części dla J9-B8. Za 500 kredytów zebrali potrzebne materiały, ale po dwóch bardzo skopanych rzutach na mechanikę, po J9-B8 została tylko działająca głowa.

Później drużyna wykonała skok z danych R4-W9 na asteroidę. Tam doszło do walki z Droidem-Myśliwcem Strażniczym.

(Tutaj też możliwości jest kilka. Drużynie poszło sprawnie, bo zakłócili komunikację droida, i przez to mogli zaskoczyć Bandina.)

Drużyna odnalazła stary statek na którym nic nie było, oraz statek-bazę Bandina. Doszło do walki, gdzie większa część przeciwników padła martwa, za wyjątkiem bossa i pewnego rodianina, którzy zostali ogłuszeni.

(Walka była ciężka, jak na finał przystało. Jest jeden krytyk, jeden cios prawie zabił też inną postać. Trochę improwizowałem, i pozwolił Falco z wieżyczki rozwalić wieżyczkę z jednym z członków gangu w środku, głównie przez to, że czas już nas gonił.)

I tutaj skończył się nam czas :)

PODSUMOWANIE:

- Mechanika daje radę, małą przeszkodą jest tylko jeden zestaw kości jaki posiadam. rzuty generują dużo fajnych wydarzeń, jak na przykład wypadnięcie broni czy inne duperele.

- Bezlitosne zabijanie i torturowanie jakoś nie pasuje mi do przygód wesołej bandy szmuglerów. Zobaczę jeszcze jakie zdanie będą mieli inni gracze, ale wiem że jednemu graczowi bardzo się to nie podobało.

- (Dodane później) Okej, po rozmowie po sesji większość graczy twierdzi, że mordowanie bezbronnych minionów, czy przywłaszczanie cudzego statku, jest jednak takie sobie i słabo pasuje do sesji Star Wars.

- 5 graczy to trochę dużo jednak. Duża szansa, że ktoś się nudzi na sesji.

- Następna sesja za dwa tygodnie, w tym czasie chcę na wspólnym chacie on-line dokończyć sesję (bo niewiele tu zostało) i pozamykać wątki. muszę też pomyśleć ile dac sierotkom PD, i ile dać PD nieobecnym graczom.

- Na pewno popełniłem chyba kilka błędów, na następnej sesji jednak już będę lepiej mechanicznie obcykany. jedne błąd - zapomnieliśmy, że wookiee ranny wpada w szał, a krytycznie ranny wookiee to już w ogóle wpada w mega szał ;)

- Walka średnio trwa pół-godziny przy tylu graczach.

- Reszta wniosków później, po dłuższej rozmowie z graczami.

sobota, 11 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Poker Night 2


Poker Night 2 to taka mała pierdoła od mistrzów epizodycznych przygodówek. Gdyby nie bonusy do wygrania do Borderlands 2, pewnie bym nawet nie zainteresował się tym tytułem.

W grze przychodzi nam się zmierzyć z Brokiem Samsonem, Claptrapem, Ashem Williamsem i Samem. Karty zaś rozdaje GLaDOS. I tak się gra, robi się questy (czasami dosyć trudne) i słucha rozmów przy stole. Od czasu do czasu wygramy jedną z głównych nagród, czyli dodatkowy gadżet do Borderlands 2 i Team Fortress 2. Dla swojej przyjemności odblokowujemy tematyczne wystroje baru, żetonów i kart.

Nasza ferajna w całości.
I tylko tyle.

Plusem jest oczywiście to, że nauczyłem się grać w Pokera w wersji Omaha i Texas Hold'em.

Minusem jest to, że są kłopoty z odblokowaniem strojów do Borderlands 2. Należy wtedy zrobić to, co ja:

1. Zrobić zrzut ekranu, że się wszystko odblokowało, coś w ten deseń:


2. Wejść na Gearbox Support.

3. Nacisnąć "Submit a Request".

4. Łamaną lub poprawną angielszczyzną opisać swój problem w Description. Nie zapomnieć zaznaczyć platformy na jakiej gramy. W Game Issue zaznaczyć SHiFT (i upewnić się, czy mamy konto SHiFT). W opisie podać swój nick do SHiFT i link do swojego konta Steam.

5. Do 24 godzin dostaniesz odpowiedź i brakujące przedmioty pojawią ci się w grze.

A tak to średnia gra za grosze (normalnie chodzi po 20 złotych, ale przy każdej wysprzedaży cena spada do 5 lub 10 zeta). Gra średnia, kłopoty wkurzające, obsługa klienta znakomita.

środa, 8 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Binary Domain

Binary Domain to taki wielki przegrany na zachodzie (wielu szuka tej przyczyny w słabej wersji demo gry). Gra która przeszła bez większego echa, teoretycznie się nie sprzedała, i została teoretycznie skazana na zapomnienie. Chociaż dalej jest nadzieja na część drugą, bowiem w Japonii tytuł sprzedał się całkiem nieźle. Oto gra, którą kupiłem za 5 złotych. Nawet teraz gdy piszę te słowa, na allegro pewnie można poszukać klucza za 15 złotych (i w tej samej cenie wersję w pudełku). Oto jak zajebista gra potrafi zostać wrzucona do jednego koszyka z crapem pokroju Detektywa Rutkowskiego czy Tunelów Afganistanu.

To nie porno, to Tunele Afganistanu!

Jeżeli miałbym porównać grę do jakiegoś tytułu w który grałem, byłby to Resident Evil 4 / 5 z możliwością poruszania się podczas strzału (i kilkoma etapami w stylu celowniczka na szynach czy szalona podróż w jakimś pojeździe). No i zamiast zombiaków mamy futurystyczne i sterylnie wyglądający roboty.

Cała fabuła zaś kręci się wokół Rusty Crew, oddziału który zostaje wysłany na tajną misję (co jest trudne, biorąc pod uwagę jak bardzo wszystko rozpieprzamy w drobny mak) do Japonii, by zbadał tajemnicę stworzenia bardzo ludzkopodobnych robotów (których to tworzenie zabroniła Nowa Konwencja Genewska). My sami wcielamy się w postać typowego amerykańskiego twardziela (widzianego z perspektywy Japończyków), ale na swej drodze nie tylko spotkamy oddział naszych towarzyszy, którzy są fajnie zarysowanymi osobowościami, ale też kilku enpecetów lub tymczasowych towarzyszy podróży. Z każdym można pogadać i poprzez swoje różne odpowiedzi (również podczas misji) budować z nimi nić porozumienia. Albo spowodować, by ciebie znienawidzili. Jest to o tyle ważne, że od relacji zależy nasze zakończenie. A zakończeń mamy trzy z tego co mi wiadomo, i jak to u Japończyków czasami bywa, dzielą się one na złe, tragiczne i najgorsze.

A tu porno według Japończyków - ta 15-latka zechce być twoją dziewczyna.
Warto też wspomnieć, że nasz twardziej jest robofobem, ale podczas swojej podróży najprawdopodobniej zrewiduje swoje poglądy.

W tej grze diabeł tkwi w szczegółach. To one powodują, że ta iście filmowa opowieść jest typowym japońskim majstersztykiem (znaczy to, jak ktoś ma alergię na typowe japońskie zagrywki czy grę aktorską, to tytułu niech lepiej nie odpala). Filmiki są na engine gry, więc przejścia pomiędzy grą a przerywnikami są bardzo płynne. Cieszy ukazany kontrast pomiędzy sterylnymi robotami,a japońskimi slumsami. Cieszy, że każdy bohater ma inną osobowość, i że z takim kumplem Bo działają twarde macho-seksistowskie odzywki (takie jak pomiędzy dwoma trepami), ale już Brytyjczycy będą zażenowani taką gadką. Cieszy, że główny bohater przez większą część niekoniecznie wzbudza naszą sympatię. Cieszy, że (przynajmniej w pokazówkach) nie jesteśmy jednoosobową armią - każdy ma swoje 5-minut. I że nie tylko my jesteśmy od ratowania tyłków innych, ale i inni będą ratować nasze tyłki, łącznie z zasłanianiem nas własnym ciałem. Cieszy, że roboty nie zalewają nas tak absurdalną hordą jak to jest w Stranglehold, i że na swej drodze spotkamy wielu wielkich i wymagających bossów. Cieszy, że fabuła mnie zaskoczyła (po 10 minutach gry dałbym sobie rękę uciąć, że na końcu będzie całkiem inaczej). Cieszy, że "Damsel in Distress" ma twista. No i cieszy, że na końcu największym złem i skurwysynem (SPOILER ALERT) okazuje się... USA.

A co do tych szczegółów jeszcze, to podczas etapu przełażenia przez pociąg (czytaj - przedzierania się przez atakujące nas roboty) rzuciła mi się w oczy jedna rzecz. W pociągach były wydzielone miejsca dla inwalidów. Taka mała duperela, ale się zastanawiam, czy gdyby grę robili amerykanie lub europejczycy, też chciałoby się komuś dbać o takie elementy.

Typowy twardy jankes widziany oczami japońskich deweloperów.
To było dobrze spędzone 12 godzin. Z trzech filmowych strzelanek które zaliczyłem w tym czasie, to Binary Domain dało mi najwięcej frajdy. Jak komuś mało, można też pograć online. I dodatkowo w grze można korzystać z mikrofonu do wydawania rozkazów swoim ludziom (albo do prostego rozmawiania z nimi). Nie wiem jednak jak to działa, gdyż nie korzystałem z tej opcji.

A werdykt końcowy dla mnie może być tylko jeden ;)

wtorek, 7 stycznia 2014

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - LIMBO


Limbo to takie miejsce, gdzie trafiają nie-chrześcijanie, którzy sami w sobie nie nagrzeszyli na tyle, by pójść do piekła właściwego. Tam też trafiają nieochrzczone dzieci. I być może ta wiedza pozwoli nam zinterpretować to, o czym jest gra. A interpretacji jest wiele.

Gra to platformówka z logicznymi elementami, która kojarzy mi się tylko z jednym tytułem - z ponad dwudziestoletnim Another World. Jeżeli ktoś do tej pory moczy się w łóżku z rozkoszy na wspomnienia starego hitu, powinien sprawdzić tę grę. Nie powinien poczuć się zawiedziony.

A o czym dokładnie jest gra? Jesteśmy małym chłopcem, który budzi się w lesie, i wyrusza na poszukiwanie swojej siostry. Po drodze zginie wiele razy, w mniej lub bardziej obrzydliwy sposób. I tutaj uwaga - jak ktoś cierpi na arachnofobię, lepiej niech nie sięga po ten tytuł.

Grafika jest taka, jak widać u góry. Albo na dole. Prosta czarno-biała kolorystyka z wszystkimi odcieniami szarości buduje naprawdę odpowiedni klimat.


Całość przeszedłem w 3 godziny, da się przejść w godzinę (jak starego Prince of Persia z '89) jak już znasz wszystkie rozwiązania. Dwie uwagi na koniec. Pewna zagadka na pececie jest wyjątkowo upierdliwa. Chodzi o delikatne podchodzenie do gigantycznego komara - klawiatura nie wyczuwa poziomu nacisku jak sprzęt analogowy, i nasza postać w takim przypadku zawsze pędzi z maksymalną szybkością do przodu. Upierdliwe, ale da się przejść. Druga uwaga - wielu wkurza zakończenie (albo jego brak?). Mnie nie wkurzyło. Zakończenie (IMO) pokazuje tylko trochę mniej niż zakończenie Another World czy Flashback.

Gra jest zajebista, ale należy brać poprawkę, że przemawia przeze mnie nostalgia za starymi amigowymi czasami. Często kosztuje grosze, gdyż jest do kupienia w różnych paczkach.

niedziela, 5 stycznia 2014

[Raport] Bacchanal


Zagraliśmy w Bacchanal, mini system z 2005 roku. Jest jeszcze wersja karciana, myśmy rozegrali sesję w 4 osoby w wersję klasyczną, na kościach.

I tak zaczęła się nasza przygoda z Tais, Livią, Valentinusem i Fabiusem.

Naszym zadaniem było odnaleźć swoich towarzyszy i uciec z miasta Puteoli, na które to spłynęło szaleństwo orgii. Wszystko pije, chędoży się i morduje w ekstazie.

Mechanika jest prosta, rzucasz pulą kości i sprawdzasz co się stało. Kiedy jedna z dwóch specjalnych kości będzie miała najwyższy wynik (Żołnierz lub Towarzysz) następuje koniec twoje przygody. Niestety, ta losowość jest jednym z minusów tej gry.

Przed grą obawiałem się, że może to oznaczać, że ktoś może zakończyć grę już na pierwszym rzucie. I niestety, wykrakałem sobie. Postanowiliśmy jednak chwilowo zignorować ten wynik, by za szybko nie kończyć sesji. Ale i tak okazało się, że moja postać padła trupem w trzeciej kolejce, a reszta graczy kręciła się od jednej eskalacji dekadencji do drugiej.

Kolejny poważny minus, każdy opisuje swoją przygodę. Teoretycznie interakcja między graczami i postaciami nie istnieje. Jeżeli miałbym porównać sesję do orgii, to polegałaby to na tym, że wszyscy siedzą i tylko się masturbują.

Mała gra, raczej w moim odczuciu pomiędzy średnią, a słabą. Pechowy gracz nie ma nic więcej do roboty na sesji, natomiast jak lubię interakcje pomiędzy postaciami graczy (i pomiędzy samymi graczami), to tutaj były one zerowe. Fajnie by było, gdyby system był trochę podobny do Panty Explosion Tokyo Head Pop, gdzie opis twoich rzutów leży na barkach dwoje innych graczy.

Raczej nie polecam.

[Raport] Armie Apokalipsy - Nocne Życie Aniołów #6


Zagraliśmy szybki freeform (dwie godziny), więc tylko streszczenie, co się wydarzyło.

Chłopcy dostali zadanie odkrycia kto stał za wyeliminowaniem Romala, podrzędnego Skazanego i informatora skrzydlatych. Oczywiście, zadanie zleciła Camea, chociaż przeszkadzał jej trochę w tym molestujący ją Reevel.

Nasi bohaterowie udali się więc w rejony popełnionego mordu. Odwiedzili jeden z klubów, znany z tego że przesiadywali tam Skazani. Tam poznali Skazanego Adonisa, przystojniaka i zarazem właściciela klubu. Poznali też ochroniarza Adonisa, dwugłowego olbrzyma Kruszynkę. Kilka drinków dalej, Azel wyruszył na miejsce zbrodni, zaś Raphael skorzystał z zaproszenia do Penthousa, by poznać bliżej kilka nimf.

Raphael dobrze się bawił z zapoznanymi dwiema Skazanymi nimfami, poznał też uroczego satyra o imieniu Chester.

Azel w tym czasie zapoznał gadającego kota (kolejny Skazany o imieniu Rademenes), i ruszył za nim do kryjówki Skazanej Baby Jagi.

Rademenes
Baba Jaga mieszkała w typowej mrocznej bagiennej uliczce, z mgłą i rechotaniem żab w tle. Jej piwniczne biuro było podzielone na dwie części - wschodnia, która wyglądała jak typowy dom wiedźmy, i zachodnia, która to wyglądała jak nowoczesne biuro. Sama zaś Baba Jaga wyglądała dosyć młodo (jak ściągnęła kapelusz, szmatę i przestała się garbić). Coś tam mówiła, że obraz staruchy to "ruska propaganda".

Niekochana Emo Loli Baba Jaga
Z rozmowy wynikło, że Baba Jaga nic nie wie, ale Rademenes chętnie by się podzielił tym, co wie. Za mysz, bo wkoło same żaby (powiedz "Mysz masz?" i zobacz czy gracze zrozumieją, co miałeś na myśli). Azel jednak się wkurzył, i opuścił pomieszczenie.

Chwilę później chłopcy się spotkali, i do Baby Jagi ruszył Raphael. Ten nic więcej nie wyciągnął z rozmowy, ale niewątpliwie lepiej mu wyszły dyplomatyczne rozmowy.

Chwilo, bez myszy, o trzeciej nad ranem, chłopcy postanowili wrócić do swoich domów. Raphael przytulił się do Natchnionej Jet i zasnął przy niej, Azel postanowił za to trochę zabawić się ze swoim Chrisem.

The End

Do następnej sesji, Hathor, Hathor, Hathor.

sobota, 4 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Diablo III


Przelazłem Diablo. Znaczy się, przelazłem już jakiś czas temu. Ale teraz, kiedy udało nam się kupić drugą kopię w okazyjnej cenie, powróciłem do tłuczenia Diabełka wraz z moją żoną. Jakiś czas temu udało nam się pierwszy raz zabić wspólnie Diablo (co-op Demon Huntress + Wizard). I gramy cały czas.

Niech sobie inni mówią co chcą, dla mnie to najlepszy hack'n'slash na rynku. To co przeszkadza innym, czyli przerobienie mechaniki rozgrywki tak, by była zjadliwa dla niedzielnych graczy, jak dla nas była strzałem w dziesiątkę. Gra jest dla nas łatwa, miła, przyjemna. Wspólna rozgrywka jest dla nas fajniejsza, niż wspólna rozgrywka w Torchlight II chociażby.

Miałem jakąś tanią pornografię z Diablo III tutaj wrzucić, ale wrzucam cosplay.
Czyli mam ogólnie gdzieś ewentualny "shitstorm" czy inny "nerd rage". Diablo III dla nas rządzi :)


czwartek, 2 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Little Inferno


Little Inferno to gra-nie-gra od twórców World of Goo. Siedzisz sobie przed kominkiem (tytułowe Little Inferno) i wrzucasz tam różne rzeczy i paczysz jak się hajcują. Wrzucasz wszystko: piratów, babcie, koty, bomby atomowe, autobusy z przerażonymi ludźmi, matrioszki, księżyce czy piksele. Kiedy się coś spala, dostajesz za to pieniążki, które wydajesz na nowe rzeczy do spalenia. Od czasu do czasu dostaniesz jakiś list z psychopatycznym tekstem.

I o tym jest ta gra. Można powiedzieć że jest to po prostu piaskownica do zabawy (sandbox), ale tak naprawdę jest to kominek ;) Wystrój gry kojarzy mi się z produkcjami Tima Burtona - jest tak samo szalony, psychodeliczny i surrealistyczny (i tym samym nie polecam gry dla małych dzieciaków). Dodatkowo pokazanie uzależnienia od jakiejś czynności też jest trochę zatrważające. Nie zdziwię się, jeżeli znajdzie się kilku takich, co przedstawi tę grę jako odniesienie do uzależnienia od narkotyków. No bo twoja sąsiadka tak jest zafascynowana swoim kominkiem, że się w niego sama rzuca.

Jednym z nielicznych gamingowych elementów w tej grze są combosy - masz listę 99 combosów, które polegają na równoczesnym spaleniu odpowiednich przedmiotów. Combosy opisane są krótkim zdaniem, więc musisz zgadnąć co autorzy mieli na myśli. Na przykład "LOL Cat" to aparat i kot, a "Cat Lady" to babcia z kotem. Drugim elementem gamistycznym jest to, że gra-nie-gra ma zakończenie - kiedy już wszystko spalisz i zakończysz to odpowiednim combosem, dostaniesz do przejścia krótką grę przygodową. Całość zaliczyłem w 4 godziny.

I tyle. Dobra gra-nie-gra na zimowe wieczory ;) Na koniec, reklama twojego kominka, w iście burtonowym stylu:


PS. Mam jedną grę do oddania na Steama. Jak chcesz, Małe Piekiełko może być twoje :)

środa, 1 stycznia 2014

Beamhit Zalicza - Stranglehold


Tak jakoś się złożyło, że prawie w jednym czasie zaliczyłem trzy filmowe strzelanki. Mam więc niejako porównanie (Modern Warfare, Stranglehold, Binary Domain). W wielki skrócie - Stranglehold wypadło tutaj najsłabiej.

Stranglehold (gra firmowana przez Johna Woo) opowiada dalsze losy inspektora "Tequili" Yuen'a, bohatera filmu Hard Boiled (czy też nasze polskie wspaniałe tłumaczenie - "Dzieci Triady").

Oddajmy hołd macho-twardzielom z lat osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych...
Sam film miał dużo typowej kiczowatości z opowieści o super twardzielu, który rozpieprza w drobny mak 2000 ludzi. Problem w tym, że Stranglehold poszło jeszcze dalej, i mamy na ekranie do zabicia 20000 złoczyńców wszelkiej maści (+obowiązkową zdradę, panienkę w opałach i umieranie ukochanej w ramionach).

To jest chyba największa bolączka tej gry - po prostu natłok przeciwników był tak duży, że gra zaczynała mnie nużyć. I nie, nie mam nic przeciwko hordom przeciwników - tylko od tego mam serię Serious Sam. Zaś Stranglehold to po prostu pierwszy Max Paine na sterydach. Na potrójnych sterydach.

Nie wkurwiaj młynarza...
Tak, gra jest bardzo podobna do Maxa Paina. Akcję widzisz z za pleców bohatera, oraz masz do dyspozycji spowolnienie czasu (+kilka specjalnych akcji). Od czasu do czasu dostajemy minigrę, gdzie horda przeciwników do nas mierzy z broni, a my stoimy jak ten kołek w płocie i się tylko odchylamy na lewo i prawo, by unikać kul. I przy okazji strzelamy do przeciwników. Jest też etap w starym stylu - celowniczka na szynach. A jeżeli jest element który wyjątkowo mnie śmieszył, to są nimi headshoty. 95% headshotów ma tą samą animację - gość dostaje strzał w głowę (!), wrzeszczy z bólu (!!), chwyta się za tą głowę, jakby to był postrzał w kolano (albo jakby mu komar wpadł w oko) (!!!), i pada na ziemię jęcząc (!!!!). No istne żywotne terminatory.

Okej, a teraz może jakieś plusy. Grafika jak na dzisiejsze standardy ujdzie (a gra jest z roku 2007), widać, że Tequila to Chow Yun-fat. Spowolnienia też wyglądają fajnie. Kolejny jednak plus, to nie zasługa gry per se, tylko polskiej lokalizacji. Gra posiada lektora tak jak w filmie (tutaj bardzo kapitalnie wypadł Mirosław Utta), co fajnie przypomina nam, że mamy do czynienia z grą filmową.

Na koniec - grę kupiłem gdzieś tam kiedyś w jakiejś wyprzedaży w jakimś hipermarkecie za 5 złotych. I tak sobie stała na półce, aż się doczekała. Gra niedostępna z tego co się orientuję w dystrybucji cyfrowej, jak ktoś chętny to na allegro chodzi po 5-15 złotych. Można odwiedzić chyba też jakieś Media Markt i pogrzebać w koszyku z taniochami. To średnia gra, w tej cenie IMO można sobie kupić.