czwartek, 31 października 2013

Wielki Dzień Dla Geekowej Częstochowy


Dzisiaj o 15.00 następuje oficjalne otwarcie Koła Naukowego "Gildia" w Częstochowie. Yaaaaaay!

A to być może znaczy więcej sesji dla Beamhita, bowiem mało komu chce się taszczyć dupsko na jego wieś. No to Beamhit, w niedzielne poranki, pewnie będzie taszczył się do pomieszczeń klubowych, by stanąć u tamtejszych drzwi, niczym Załoga G i Miś Kolabor. Bo w niedzielę i tak już nie ma teleranka.

Ewentualnie Lukrecjusz będzie odprawiać jakieś mroczne voodoo mumbo-jumbo, by wszystko szlag trafił.

środa, 30 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 30: Co zmieniłbym w KC


Co bym zmienił?

FSYSTKO!

A tak poważnie, to nie był taki zły system. Wymagałby kilka poprawek, by dopasować go do dzisiejszych standardów, oraz by wydał się atrakcyjny dla młodzieży. Co bym osobiście zmienił?
  •  Wyliczanie obrony. Nie podoba mi się, ze pancerz nie tylko daje zajebiście wysokie wyparowania, ale również zajebistą premie do obrony. Czyli nie tylko delikwenta w płytówce ciężko trafić, ale jak już go trafisz, to i tak go nie zranisz. Jak patrzę na zapisane zasady domowe w moich Mimach, to widzę, że zapis o obronie i tak wywaliłem z tabeli pancerza, a dla rekompensaty podniosłem obronę wynikającą z tarcz o 20 punktów.
  • Jakieś większy wpływ na kształt naszej postaci. Jeżeli chcę grać rycerzem, to nim gram, a nie modlę się o rzut by pochodzić przynajmniej z Niższej Klasy Wyższej. Jeżeli chce grać 15-letnim złodziejem, to nie chce mi się grymasić, że zasady każą mi grać 24-latkiem, bo ileś tam zawodów po drodze zdobył. Jeżeli chcę grać kapłanem homoseksualistą pedofilem, to kimś takim gram, a nie liczę na odpowiedni rzut w tabeli ułomności. No i wywalenie losowania wszystkiego, łącznie ze wzrostem i innymi takimi. I pomyśleć, że dorzucilibyśmy do tego rozstaw sutków i głębokość odbytu, i mielibyśmy polskiego FATALA. Z lepszymi ilustracjami.
  • A skoro przy tabeli ułomności jesteśmy, to wywalić. Ani to fajne, ani grywalne. No bo ktoś kogoś będzie zmuszał, by grał gejem (no i 20 lat temu zaliczanie homoseksualizmu w podręczniku do ułomności jeszcze przechodziło, dzisiaj już nie bardzo)? Albo losowanie ułomności, która z marszu stawia postać w stan niegrywalny (jak "debil")? Prawie jak Traveller - system, w którym postać umierała, nim skończyłeś ją robić.
  • Większa frajda ze zdobywania kolejnych poziomów. Skoro dedeki przeszły na atuty, chciałbym widzieć coś podobnego w KC. A tak tylko kasty czarujące dobrze się bawią, bo zdobywają dostęp do nowych czarów. A taki wojownik od 1 do 10 poziomu to tylko sobie jakoś tak cechy rozwija.
  • Przerobienie zasad na planszę (jak dedeki). Wyjątkowo łatwe by to było.
  • Z jednej strony świat mi aż tak bardzo nie przeszkadza, z drugiej, kapłani Setha składający jawnie ofiarę z dziewic o trzeciej nad ranem w swojej świątyni, bo im Katan pozwala, jest takie troszeczkę, no nie wiem...
Puk puk.
- Słucham?
- Przepraszam zły kapłanie Setha, nie widział pan przypadkiem mojej córki?
- Tak dobry sąsiedzie, właśnie będziemy ją szlachtować na ołtarzu ku chwale naszego pana.
- A to dobrze, bo już myślałem, że ją jacyś zbójcy porwali i ją gwałcą. To miłego składania ofiary ojcze.
- A dziękuję. Niech ci Seth cierpieniem wynagrodzi.

I tym samym, kończy się trzydzieści dni z KC. Dzięki za zabawę, zwłaszcza ludziom z serwisu Kryształy Czasu, jak i naszemu głównemu koordynatorowi na gieplusie Jagminowi.

wtorek, 29 października 2013

[Recenzja] Loren The Amazon Princess


Winter Wolves to niezależna grupa produkująca gry komputerowe, które wypełniają niszę Visual Novels. Loren zaś to gra, w której starają się połączyć ze sobą gatunek VN z RPG. Nie pierwszy raz zresztą.

Tytułowa Loren to córka władczyni amazonek, która pewnego dnia wyrusza na ratunek swojej zaginionej matki (co jak zwykle okaże się początkiem o wiele większej intrygi). I w tym momencie drogi graczu na scenę wchodzisz ty. Jako ludzki niewolnik z urodzenia lub oddana sama z siebie w niewolę elfia panna, będziesz towarzyszył swojej pani.

Otóż to, jesteś po prostu pomagierem. Samo to trochę wywraca już koncepcję komputerowych erpegów. Ale nie jesteś taki bezbronny i biedny. Z biegiem czasu masz coraz więcej do powiedzenia, zdobywasz zaufanie, a kto wie, czy być może i nie zdobędziesz serca swojej pani.

W pewnym momencie w grze pada hasło, że "miłość jest tym, co tworzy z nas bohaterów". I to właśnie  wokół tego zdania zbudowana jest gra. Przynajmniej tak stara się zrobić.

Bowiem gra skierowana jest do osób, które w takich produkcjach jak Dragon Age i Mass Effect najbardziej jarały się możliwością wirtualnego romansowania. Oczywiście, ma też inne aspekty (walka i questy), ale o tym później.

Na swej drodze spotkasz kilku bohaterów, z którym będziesz mógł romansować. Gra jest z tych poprawnie politycznych, możemy więc podrywać dwie postacie heteroseksualne (pan i pani), dwie postacie homoseksualne (pan i pani) i dwie postacie biseksualne (pan i pani). Jeżeli mało, to dodatek The Castle of N'Mar wprowadza dwie dodatkowe postacie biseksualne (znowu pan i pani). Wszystko to oprawione w erotycznym (ale nie pornograficznym) sosie. Oczywiście, są tez inni bohaterowie którzy przyłączą się do drużyny, a nie będą chcieli iść z twoją postacią do łóżka.

Dla każdego coś miłego.
Jeżeli ktoś jednak będzie nie zainteresowany jakąś formą romansowania, wystarczy że nie będzie wybierał odpowiednich opcji rozmów w czasie gry. A te są jasno przedstawione, więc nie ma żadnych ukrytych opcji prowadzących do hiszpańskiego yaoi, którego nikt się nie spodziewał.

W ogóle Loren pod względem nie przekraczania linii komfortu grającego to trochę dziwna gra. Można wyłączyć sceny erotyczne, albo włączyć opcję pokazującą lepiej ubranych bohaterów. O ile w normalnej grze według mnie, ma to rację bytu, to nie wiem kto kupuję grę półerotyczną, by wyłączyć erotykę.

A tak, ubrania bohaterów... ta gra to jedno wielkie Eye-Candy, i większość napotkanych przez nas postaci będzie dzielnie prężyć nagie torsy (facety), lub nie do końca zasłaniać brzuszki i piersi (dziewoje). Pod tym względem gra każdą płeć traktuje równo, co widać chociażby po głównym bohaterze i jego napierśniku. Czy też raczej napleczniku powinienem napisać.

Przed wyruszeniem w dalszą drogę należy zebrać części pancerza...
Krasnoludka vs. Orki. Tak, to drodzy państwo jest krasnoludzka łuczniczka.
No dobra, a co z rozgrywką? To połączenie, Visual Novel z prostą mechaniką walki z JRPG. Wędrujemy po mapie, rozmawiamy z naszymi towarzyszami, zbieramy ekwipunek, walczymy, rozwijamy postać. Kiedy dochodzi do walki, mamy uproszczone przedstawienie walki. Możemy umieszczać bohaterów w pierwszym rzędzie (którzy atakują wręcz i nie dopuszczają przeciwników do drugiej linii), lub drugim (skąd działają tylko ataki zasięgowe). W zależności od szybkości naszych ataków, ustalana jest inicjatywa. Jak pisałem, prosta walka w klasycznym JRPGowym stylu. Specyficzny jest też rozwój bohatera - każda postać jest dwuklasowcem - pierwsza klasa jest jedną z trzech podstawowych - warrior, thief i mage. Druga klasa to coś na kształt specjalizacji - blademaster, assassin, necromancer, demonblood, druid, gladiator, czy też w przypadku naszej postaci, hero. Specjalizacja się nie powtarza, dlatego każda spotkana przez nas postać jest jedyna w swoim rodzaju i posiada tylko dla siebie dostępne zdolności.

Ekran walki.
I oto cały urok tej gry. Prosta, momentami naiwna, dosyć przesłodka (ale - opisy są o dziwo dosyć... brutalne momentami; opisywanie krwi i wnętrzności średnio pasuje do przesłodkich bohaterów których widzimy na ekranie), ale grywalna. Dostępna nie tylko na windę, ale też na makach i linuxa.

Okno ekwipunku.
Minus? Jeden bardzo poważny - cena (zwłaszcza gdy chce się kupić łącznie z dodatkiem). Bez trafienia na jakąś promocję czy wyprzedasz nie podchodzić lepiej. Dostępne jest oczywiście demo, gdyby ktoś chciał zobaczyć jak to działa w praktyce.

Ale...

Gra jest na Steam Greenlight, i autor zapowiedział, że cena na pewno spadnie, jeżeli tam wyląduje. Czyli jeżeli ktoś chce, może oddać swój głos. 

Tego samego dnia, co pisałem ten tekst, okazało się, ze Loren przeszła przez Zielone Światło, i czeka teraz w kolejce na publikację.

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 29: Mój najlepszy mistrz jakiego miałem w KC

Najlepsiejszy Mistrzunio Gierki jakiego miałem do Kryształków Czasowych, to ja sam (ba dum tss...).

poniedziałek, 28 października 2013

Głosujcie! To Wujek Sam Ściągnie Portki!


Jeżeli nikt nie zauważył (ha... ha... ha...), to zbliża 50 edycja Karnawału Blogowego (obecnie trwa 48, której jestem gospodarzem - jeszcze macie szansę coś mądrego napisać, a nie tylko potajemnie przerzucać się linkami do cyckuff). A to znaczy, że zbliża się druga antologia najciekawszych tekstów z ostatnich dwóch lat.


Dla zachęty, jak na Kickstarterze, oto progi:

200 głosów - Wujek Sam ściągnie portki!
300 głosów - Beamhit ściągnie portki!
400 głosów - Borejko ściągnie portki!
500 głosów - Repek ściągnie portki!

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 28: Moja ulubiona tabela lub zasada z KC

Oczywiście że tabela broni.

Te wszystkie parametry, nazwy, współczynniki! Te zachodzenie w głowę, co to jest szlapar i tarsar. Czemu półtalerz, a nie fulltalerz. No i gdy w ekwipunku wpisywałeś "miecz lekki długi typowy jednoręczny" czułeś się taki mądry i elitarny. Znawcą rycerstwa stawałeś się z marszu. To wszystko w tej tabeli wydawało mi się takie tajemnicze i oryginalne.

Niestety, jeden taki Polak z Ameryki, powiedział mi ostatnio, że układ tabeli jest żywcem ściągnięty z GURPS. Czyli moje wydawanie o oryginalności szlag trafił. Po 20 latach.




niedziela, 27 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 27: Moja ulubiona grafika z KC



Ilustracji było wiele, ale ta powyżej na zawsze odmieniła moje życie. Ta ilustracja stworzona przez Jarosława Musiała (który najwyraźniej chyba lubi takie rzeczy, zapraszam chętnych do zapoznania się z jego dziełami tutaj) pochodzi z pierwszego numeru Magia i Miecz. I kiedy zaciekawiony otworzyłem to pismo, i moje oczęta spostrzegły tą starą wiedźmę (lub starego dziada w kiecce) i młodą nagą uwięzioną dziewczynę, to wydarzyło się coś dziwnego...

Nagle moje ciało dziwnie się poczuło, a wokół mnie pojawił się mrok i dziwne światło. Księgarnia zniknęła mi z widoku, a zamiast tego zobaczyłem jego. Wielki umięśniony mężczyzna o czerwonej skórze, z jednej strony nagi, z drugiej ubrany w jakieś skóry i łańcuchy. W jednej ręce dzierżył bicz, w drugiej łańcuchy, na końcu którego były trzy uwięzione dziewczyny w totalnym negliżu. Te zaś klęczały przy nim i łasiły się do jego mega-wielkiej i prężnie stojącej kuśki. To co jednak najbardziej było w tym wszystkim hipnotyzujące, to jego trzecie oko spoglądające na mnie. Niby oko, a niby kręcący się potrójny znaczek Ying-Yang. 

- NA KOLANA ŚMIERTELNIKU!!! - wykrzyczał w moim kierunku.

Cóż miałem począć, padłem więc na kolana, bo czułem, ze nie jestem wstanie walczyć z tą potęgą.

- JAM JEST BEDESMESUS, WIELKI DEMON BDSM, PRZYWOŁANY PRZEZ WIELKICH DEMONOLOGÓW SZYNDLERA I MUSIAŁA, BY ZATRUWAĆ MŁODE UMYSŁY PIĘTNASTOLATKÓW. OD TEJ PORY BĘDZIESZ MOIM SŁUGĄ. I NIE BĘDZIESZ MIAŁ INNYCH PERWERSJI PRZEDE MNĄ.

- Naprawdę panie eee... Beduinie? Żadnych innych?

- PANIE BEDESMUSIE NĘDZNY NIEWOLNIKU, ZAPAMIĘTAJ TO!

- Tak panie Bedesmusie. Żadnych innych perwersji, tak?

- TAK NAJNIŻSZY Z NAJNIŻSZYCH ROBALÓW. ŻADNYCH INNYCH.

- A gdybym bardziej preferował dłubanie w pępku, a później bym wąchał paluchy i do tego się masturbował?

Mogłem się nie pytać. W tym momencie dostałem przez plecy trzy razy biczem, i na zawsze odeszła mi ochota grzebania we własnym pępku.

- OD TERAZ TYLKO SZNURY I ŁAŃCUCHY, ZNIEWOLENIE I PANOWANIE, PONIŻENIE I WYWYŻSZENIE, I TE NO, ERPEGIE!

- Że co z tym Pegieerem?

- RPG! ZAPAMIĘTAJ TO LUDZKA GLIZDO! BIERZ TEN NUMER I MARSZ DO DOMU MARSZCZYĆ FREDA!

- Tak panie! Już panie! Już pędzę panie! Tylko mnie nie bij panie! Znaczy... Tak panie, bij mnie panie!

- NIE!

Obraz się rozmazał, Bedesmesus zniknął, a ja znowu byłem w księgarni. Sprzedawczyni tylko z przerażeniem patrzyła na moje rozbiegane rozmarzone oczka, ślinę kapiącą z ust i trzęsące się dłonie.

- Poproszę to... - wyharczałem mhrocznym i klymatycznym głosem.

I tak zaczął się upadek ucznia szkoły średniej.

sobota, 26 października 2013

[Raport] Inspectres / Iron Kingdoms - Synowie Monety #8


Na tym spotkaniu odpoczynek od Apocalypse World, Psychol i Anioł dalej wiec pedałują.

Dzisiaj Inspectres z bohaterami z Iron Kingdoms. Nauka nowego systemu dla jednego z graczy, i przypomnienie dla reszty.

Fabuła była dosyć specyficzna i dosyć Halloweenowa. Znalazło się tam wiele odniesień do horrorów czy innych filmów. Nie będę się aż tak bardzo rozpisywał, co i jak, bo i tak na końcu okazało się, że była to opowieść na dobranoc opowiadana przez brata Vatora i Duke ich armii bojowych lolitek (padały określenia w stylu "Aniołki Vatora" czy "Atomówki").

Odniesień do naszej popkultury było wiele. Zleceniodawcą okazała się miejscowa kobieta Tubbs (Pcin Dolny czyli Liga Dżentelmenów), która mówiła o dziwnych odgłosach, które męczyły wioskę. W wiosce w karczmie witał ich karczmarz o wyglądzie Maczety, a w dormitorium drużyna spała z postaciami posiadającymi odniesienia do Freddy Kruegera, Jason Voorhees, Leatherface i Michael Myers. Drużyna na bagnach spotkała Trzy Wiedźmy, które przywołały zombiaki, w tym jednego wyglądającego jak zombie R. Później doszło do konfrontacji z druidami, którzy kontrolowali pseudo-Myersa (odnośnik do szóstej części Halloween). W kryjówce znaleziono trzech uwięzionych cenobitów, w tym jeden był parodią bardzo liniowych mistrzów gry. I na końcu okazało się, że za wszystkim stoi tajemniczy Inżynier, który wystawiał ludzi na próbę (Jigsaw Killer).

Jak to w Inspectres, było lekko, fajnie i przyjemnie, i szaleńczo do kwadratu. Wesoła głupawka udzieliła się wszystkim. Płonący Vator biegał po lesie i podpalał druidów oraz drzewa. Duke zamienił się w kobietę. Druidzi mieli sztuczne brody. Jeden jak krzyczał do pseudo-Myersa, że był dla niego dobry (gdy Myers wyrwał się z kontroli i zaczął podtapiać druidów), to okazało się, że to był karczmarz a'la Maczeta (jeden z graczy wszedł w pokój zwierzeń (zwany u nas konfesjonałem) i powiedział, jak to spala się sztuczna broda druida i okazuje się, że jest to karczmarz ;) Wyszło o tyle fajnie, że Myers w Rob Zombie's Halloween faktycznie zabija postać Dannego Trejo, a ten mówił przed śmiercią do Myersa, że był dla niego dobry). Jakiś stary dziad rzeźbił w lesie drewniane dildosy. No i była szalona pogoń za Trzema Wiedźmami - spindalały szybko, nosząc kij z owieczką ofiarną, a Duke, okładany lagą przez siedzącego na nim brata Vatora, starał się je dogonić. Poziom głupkowatej niesamowitości na poziomie 120%.

Przerabianie zasad na Inspectres na Iron Kingdoms:

Tak naprawdę wystarczyło pozmieniać tylko kilka nazw:

Karta Biblioteczna - Księgi Brata Vatora
Karnet Na Siłownię - Plac Treningowy Duke
Karta Kredytowa - Zbrojownia Dantego i Jinx
Bank - Skarbiec Barona Ivanowa
Pokój Zwierzeń - Konfesjonał
Talenty - Wypisanie po prostu swoich zawodów, czyli Arkanista / Kapłan i Rycerz / Arystokrata

I jakoś poszło.

Po sesji, która może długa nie była (od 13 do 16), byliśmy już zbyt wypruci na Apocalypse World. Dużo ekspresji i wesołej głupawki dobrze nas zmieliło. Był za to jeszcze trochę krótki storytelling (z jednym rzutem) do Iron Kingdoms. Trochę gatki z dziewczynkami, opieka nad siostrą Duke, i namówienie Jamie do nauki czytania i pisania (to ten jedyny rzut).

Gracze stwierdzili, że im się podobało, a jeden z nich powiedział, że system kupuje (Inspectres), bo bardzo fajny do wprowadzenia znajomych w RPG.

Sadystycznni Cephalyx z Iron Kingdoms - prawda że podobnni do Cenobitów?

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 26: Mój najciekawszy przedmiot niemagiczny w KC


Zbliżamy się do samego końca. Dzień 26 jest takim sobie tematem dla mnie (obiecuję, jutro będzie ciekawiej). No bo o czym tu pisać? Jedyne co mi tak naprawdę zapadło w pamięć, to łańcuch ciężki którym posługiwała się elfia kapłanka. Nosiła go pod habitem - była nim obwiązana na 3 razy. Takie tam, głupie głupotki z lat szczenięcych.

piątek, 25 października 2013

20 lat minęło, czyli jakim jestem obecnie erpegowcem

Po 20 latach grania, przerzucania się po wszystkich prawie możliwych konfiguracjach (jak pisałem kiedyś, ominęła mnie tylko stara szkoła), po wielu słowach wypowiedzianych, po wielu kościach rzuconych i po wielu trolerkach, flejmwarach, i pisaniu kto, gdzie i jak jest głupim chujem, a kto boskim "miszczem", stwierdzam jedno.

Jestem elastycznym i tolerancyjnym erpegowcem. Albo po prostu na stare lata się skażualowiłem, albo co.

Ale po kolei. Moja spowiedź.

Czysty Storytelling vs. Turlactwo Do Kwadratu

Potrafię grać zarówno bez żadnej mechaniki, jak i turlać co minutę kostkami. Potrafię się dostosować.

Opisy vs. Figurki

Mogę prowadzić walki na podstawie zwykłego opisu, ale uwielbiam też przestawianie figurek na planszy. Z jednego i drugiego aspektu czerpię frajdę.

Zmienianie Zasad vs. Rulelayerstwo

Mogę grać u MG, który nagina zasady jak chce, jak i u MG, dla którego zapisane zasady są wyryte w kamieniu. Och, oczywiście, że czasami się spytam, czemu tak, albo dlaczego nie tak. Ale to nie zmienia faktu, że nie chce mi się kłócić przy stole.

Otwarty Scenariusz vs. Jazda Na Torach

Nie, nie musi mi przeszkadzać, że MG stosuje liniowy scenariusz, iluzje i wsadza graczy na tory. Podobnie nie będzie mi przeszkadzała pełna dowolność w działaniu.

Zbalansowany System vs. Niezbalansowany System

Nie przeszkadza mi ani sztuczny balans, ani jego brak. Mogę grać w drużynie, gdzie każdy w zdolnościach jest sobie równy. Mogę też grać młodą, słabą i co chwilę płaczącą damulką w drużynie złożonej z Conana, Gandalfa i Robin Hooda.

Każualne Bułeczki vs. Hardcorowi Gracze

Nie przeszkadza mi granie z ludźmi, którzy nie jarzą mechaniki albo angielskiego. Zawsze spokojnie służę pomocą przy stole, i mnie to nie denerwuje. Z graczami którzy potrafią wyciskać ze swoich postaci supercombosy też potrafię grać. I nie czuję zazdrości.

Skajp vs. Ikea

Nie przeszkadza mi granie przez Skype (przeszkadza mi tylko mój chujowy sprzęt, ale może się to zmieni). Przy stole też oczywiście lubię grać (okej, stolik u ostatniego MG, gdzie dla 6 graczy był przeznaczony stoliczek 1m x 1m, był troszeczkę małym przegięciem, ale dało radę).

Mainstream vs. Indie

Wydawca mi nie przeszkadza. Dziwne rozwiązania mechaniczne też nie. I grubość podręcznika.

PDF vs. Martwe Drzewa

Mogę na sesji korzystać ze smartphone / tableta / laptopa. Mogę na sesji korzystać z grubej księgi.

Długie Kampanie vs. Krótkie Zamknięte Historie

Mogę trzy lata grać jedną postacią. Mogę też grać krótkie zamknięte historie, od jednej do pięciu sesji.

Realizm vs. Dziwactwa Mechaniczne

Potrafię grać w systemy starające się być bardzo realistyczne. I przy okazji nie przeszkadza mi możliwość zrobienia w nWoD człowieka, który potrafi zgodnie z zasadami przeżyć wyskok z samolotu. Z dowolnej wysokości.

Aktywni vs. Pasywni

Gra z aktywnymi graczami jest fajna. Ale granie z pasywnymi graczami dla mnie nie jest chujowe. Dyskryminowanie zamkniętego w sobie flegmatyka jest dla mnie tak samo passe, jak dyskryminowanie na sesji gracza-kobiety / gracza-Żyda / gracza-geja.

Młodzi vs. Starzy

Mogę grać ze starą gwardią. Wiedzą czego chcą, znają swój ulubiony system na wylot, i są w moim wieku. Lubię też młodych graczy - potrafią mnie rozruszać, zarazić swoim entuzjazmem i są chętni na dziwne wynalazki.

Trzewik vs. Drone vs. Borejko vs. Zigzak vs. Petra vs. Arioch vs. Ojciec Kanonik vs. Repek vs. Darken vs. LukrecjuszAnaniusz vs. Kastor Krieg vs. von Mansfeld vs. Gieferg vs. Molobo vs. (Tutaj Wstawcie Sobie Dowolnego Fundomitę)

Nic do nich nie mam i z każdym z nich mogę zagrać. Uścisnąć rękę, porozmawiać i napić się Cola Original Light z Biedronki (to oczywiście z mojej strony, nikogo nie zmuszam do picia tego świństwa, inni niech piją co chcą). Porozmawiać o jesiennej gawędzie, gołych cyckach w promocji, Anglii, druku 3d, feminizmie, skajpie, starej szkole, polterze, wydawnictwie niezależnym, Dupmieście, tłumaczeniu, mechanice, wiedźminie, czy po prostu spytać się, czy koleś żyje i co porabiał przez ostatnie 10 lat.

Jak widać, na starość Beamhit chyba się popsuł. Albo po prostu za dużo już wypiłem dzisiaj tego Cola Oryginal Light z Biedronki.

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 25: Mój najciekawszy przedmiot magiczny w KC


Jakby to powiedzieć... Nie wiem czemu, ale nie używaliśmy magicznych przedmiotów. No, chyba że amulety do trzymania Potencjału Magicznego do tego zaliczymy. No i znak i miecze wiedźminki.

Chociaż powiem, że mistrz chciał mi dać artefakt z innego świata, co by się nazywał kałasznikow. A ja durny odmówiłem.

Z drugiej strony, muszę powiedzieć, że nie tylko on miał takie pomysły. Kto grał w Domana na Amidze, ten wie o czym piszę.

A wracając do tematu. Pomimo istnienia całkiem fajnej i dużej tabeli losowania magicznych przedmiotów, to jednak byliśmy zbyt mhroczni i poważni na takie rzeczy. Od magicznych przedmiotów to mieliśmy dziecinnego i luzackiego Warhammera, gdzie magiczne przedmioty rosły na drzewach jak szyszki.

czwartek, 24 października 2013

Jesus Christ RPG


WholeToneGames zrobiło niedawno (jakiś tydzień temu) swojego bardzo specyficznego jrpg'a. A nawet całą trylogię.

Trzy gry opowiadają historię Jezusa w oprawie znanej z SNES. To taki Final Fantasy, tylko trochę inaczej. Autor (niejaki Felipe) wbrew pozorom nie chciał stworzyć parodii, czy jakiejś innej obrazoburczej wizji. Ot, opowiedziana trochę z humorem, historia Jezusa przeniesiona w świat pikseli.

Dla zainteresowanych, grę (czy też raczej gry) możecie pobrać z tego miejsca.

A poniżej trailer:


30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 24: Mój ulubiony charakter w KC


Moim ulubionym charakterem, jest dobry. Nieważne, czy praworządny, czy neutralny, czy chaotyczny. Ważne, że dobry. Ja wiem, że to nudne, oklepane, i każdy szanujący się gracz gra chaotycznie neutralnym mrocznym mścicielem, co to może wszystko. Jak widać, nie szanuję się.

Praworządnie dobry - bo lubię zakute pały. Nie ważne, czy to paladyn, paladynka czy Robocop. Lubię opiekować się na sesji słabszymi jednostkami i stawać w ich obronie. No i są tacy dziewiczy, niewinni i czerwieniący się.

Neutralnie dobry - jest jakiś taki we mnie dziki masochistyczny podziw dla męczenników wszelkiej maści. Darcie szat i zasłanianie potrzebujących własną piersią jest dla mnie bardzo fajne.

Chaotycznie dobry - taki wesoły kompan lub towarzyszka w moim wydaniu, zawsze pomoże - radą, dowcipem lub zbrojnym ramieniem. No i lubują się w wyzwaniach łóżkowych.

Dlatego przepraszam, jeżeli ktoś oczekiwał, że będę tu pisał, jak palę, morduję i gwałcę na lewo i prawo w Kryształach Czasu. 

środa, 23 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 23: Mój ulubiony rodzaj magii w KC


Jakby to powiedzieć...

Nie mam.

Znaczy tak, przemiany półboskie to był bardzo fajny patent (dla niewtajemniczonych - półbóg mógł swoją boskością sprawiać cuda-wianki, jak na przykład łyżka sama go karmiła, albo pół kontynentu szlag trafił). Zawsze lubiłem też nekromancję, więc mógłbym przytoczyć tutaj magię czarnoksiężnika. Ale tak naprawdę wolę po prostu zimną stal w dłoni.

wtorek, 22 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 22: Moje ulubione bóstwo w KC


Oczywiście, że Pian. Bo to patron chlaństwa, chędożenia i szaleństwa a'la wesoły ćpun. I to wszystko w sosie chaotycznie dobrym. Kapłana na trakcie prędzej wywęszyłeś, niż zauważyłeś. Każda solidna orgia musiała mieć przynajmniej jednego takiego wesołka.

Kapłani polewali, kapłanki dawały.

Mokry sen każdego pryszczatego piętnastoletniego nerda.

poniedziałek, 21 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 21: Mój najmniej lubiany potwór w KC



Drogie dzieci. To jest taki problem z tym pytaniem, że po prostu było za mało "potforuw" w tym systemie, by jeszcze bardziej ograniczać się do "lubię / nie lubię". No bo był troll, goblin, smok, ork, jakieś martwiaki, malaluga czy małałyga, sharan, szarańcza i the end.

Dlatego wybaczcie, ale nie mam serca wskazać tego najgorszego.

niedziela, 20 października 2013

Test Fight - Warhammer III Edycja


System: Warhammer Fantasy Roleplay (zwany potocznie III edycją, chociaż tak naprawdę brak jakiejkolwiek cyferki przy tej nazwie); Pierwsze Wydanie, Rok 2009, Fantasy Flight Games)

Testowane Zasady: Tylko podręcznik podstawowy (albo powinienem napisać, tylko podstawowe pudło), metoda losowa (losowanie profesji) i punktowa (cała reszta)

Nasi dzielni bohaterowie (rozpisani w poprzedniej notce) przedzierają się borem i lasem (jak zawsze). Jako Party Sheet posiadają Brash Young Fools, ze slotami na Reputation (podczepiam Strong Willed od Pethry) oraz Focus (podczepiam Quick Wits od Zygzagery, bo to jedyny wybór). Aż tu nagle z oddali słychać ryk. To zwierzoludzie się zbliżają!

Moja uwaga numer jeden:  Czyli o wyborze przeciwników. Potwory w Warhammerze mają przypisany poziom zagrożenia, ale nie działa to jak w DnD. Jest to po prostu ogólna wskazówka. Zdecydowałem się na wybranie zwierzoludzi (a nie na słabsze gobliny). Jeden gor (poziom zagrożenia 3) który przewodzi 9 ungorami (poziom zagrożenia 2). Ungory zbijam w trzy grupy po trzy sztuki (tak zwani poplecznicy / henchmen). Taka grupa działa jak jeden przeciwnik - mają jedną akcję, ruszają się razem, i mają wspólne punkty życia.
Pethra

Malaghar
Zygzagera
Gor

Ungor
Wszyscy bohaterowie na razie mają poziom neutralny stance. Zaczynamy od rzutu na inicjatywę (rzut na agility z zerowym poziomem trudności):

Pethra: (3 niebieskie) 1x Success + 2x Boon
Malaghar: (3 niebieskie + 1 biała) 3x Success
Zygzagera: (2 niebieskie) 2x Success
Gor: (3 niebieskie + 1 czerwona) 2x Success + 3x Boon
Ungory 1: (4 niebieskie) 3x Success + 1x Boon 
Ungory 2: (4 niebieskie) 2x Success + 1x Boon
Ungory 3: (4 niebieskie) 2x Success + 1x Boon

Inicjatywa układa się wiec tak:
4 -
3 - Bohater, Zwierzoludź
2 - Bohater, Zwierzoludź, Zwierzoludź, Zwierzoludź
1 - Bohater
0 -

Moja uwaga numer dwa: Inicjatywa jest wspólna. Znaczy to tyle, ze jak dochodzi do walki, to bohaterowie mogą działać w dowolnej kolejności, podobnie zwierzoludzie. To, że elf posiadał najwyższy wynik, wcale nie znaczy, że musi działać pierwszy. Jeżeli jest remis w wyniku pomiędzy bohaterami a przeciwnikami, to pierwszeństwo ma zawsze bohater. Boons teoretycznie w teście na inicjatywę nic nie dają. Ale gdyby Pethra posiadała jakieś punkty zmęczenia, mogłaby pozbyć się jednego z nich (uniwersalna wymiana 2x Boon).

Tak wygląda układ na początku walki:


Czaszki oznaczają odległość (1 czaszka to bliski zasięg, dwie czaszki to średni, stanie obok siebie to zwarcie). Zaczynamy więc zabawę.

1 RUNDA:

Malaghar: Zmienia swój Stance na C1 (każdemu w jego turze przysługuje darmowa zmiana o jeden poziom w Stance), wyciąga łuk (jest to manewr, każdemu przysługuje 1 darmowy manewr w turze, można wykonać więcej, ale generuje to zmęczenie), używa akcji Exploit Opening (3 niebieskie, 1 zielona, 1 żółta, 1 fioletowa, 1 czarna). Wynik to: 3x Success, 3x Boon, 1x Challenge. 1 Challenge neguje się z 1 Success (od następnego testu będę już podawał finalne wyniki). Elf wybiera wyniki z karty: 2x Success - do dwóch towarzyszy może wykonać darmowy manewr (Pethra i Zygzagera wyciągają broń). Boons w tym momencie nic nie daje. Elf wrzuca też trzy żetony na kartę której użył (nie może jej użyć ponownie, dopóki są na niej jakieś żetony). Na koniec z każdej swojej karty odrzuca po jednym żetonie (w tym przypadku tylko z Exploit Opening).

Ungory 3: Wykonują manewr by przybliżyć się do Pethry. Wykonują jeszcze jeden manewr by wejść w starcie z Pethrą (dla bohatera dodatkowy manewr to punkt zmęczenia, przeciwnicy nie zdobywają punktów zmęczenia, tylko przekłada się to od razu na obrażenia). Ungory 3 otrzymują więc 1 obrażenie (dostają kartę obrażenia) i wykonują atak Savage Strike przed którym Pethra broni się Dodge i Block (4 niebieskie, 1 fioletowa, 2 białe, 4 czarne): 4x Success, 1x Chaos Star. Efekt końcowy: 8 obrażeń - 6 wyparowań = 2 obrażenia. Pethra dostaje wiec dwie kart obrażeń. Dostaje też jedna dodatkową kartę, która zamieniana jest na trafienie krytyczne. Odwracam więc kartę i mam Minor Nuisance (+1 czarna kość do testów Agility). Ale Ungory też obrywają 1 obrażenie (gwiazda chaosu). Czyli finalnie: Pethra 3 obrażenia (1 krytyk), Ungory 1 obrażenie (to już ich 2).

Pethra: Zmienia Stance na C1, używa Sword & Board + kupuje jedną białą kość (2 niebieskie, 1 zielona, 1 biała, 1 fioletowa): 3x Success, 1x Bane. Obrażenia +1. Ungory (numer 3) otrzymują więc łącznie 4 obrażenia. Łącznie dostali więc 6 obrażeń, a to znaczy, ze jeden Ungor w grupie zostaje zabity. Odrzuca żetony z kart (zostaje 1 na Sword & Board, dodge i Block).

Ungory 2: 2x manewr by wejść w zwarcie z elfem (1 obrażenie), Savage Strike (4 niebieskie, 2 białe, 1 fioletowa). 1x Boon. Pudło! Wyjątkowe szczęście miał elf.

Ungory 1: 2x manewr by wejść w zwarcie z krasnoludką (1 obrażenie), Savage Strike + dokupują 1 żółtą kość (4 niebieskie, 2 białe, 1 żółta, 1 fioletowa): 3x Success, 2x Boon. Mocno. Obrażenia +2, +1 Krytyk. Całe szczęście krasnoludka jest dobrze opancerzona, dostaje wiec łącznie 2 obrażenia (jedno zamieniane jest na krytyka). Krytyk to: Minor Nuisance (+1 czarna kość do testów Willpower).

Moja uwaga numer trzy: O dokupywaniu kości. Każda cała grupa przeciwników (w tym przypadku jedną grupą jest Gor, a drugą grupą są wszystkie Ungory) posiada dodatkowo swój zasób kości do wykorzystania w testach. 

Gor: 1 manewr (podejdzie na razie ostrożnie, by zobaczyć którą grupę wesprzeć w następnej rundzie).

Zygzagera: Zmienia Stance na R1, używa manewru by wyjść ze zwarcia z ungorami, używa kolejnego manewru (koszt = 1 fatigue) by zaszarżować na gora (używa talenty Charge) i atakuje przy użyciu Recless Cleave. Dokupi sobie 1 białą kość. Gor użyje Dodge i Parry (4 niebieskie, 1 czerwona, 2 żółte, 2 białe, 3 czarne, 1 fioletowa): 3x Success, 1x Excertion. Obrażenia +3, 1 fatigue dla Zygzagery, 2 dodatkowe żetony na Improved Parry. Gor otrzymuje 9 obrażeń finalnie (ma łącznie 12 ran, więc ledwo trzyma się na nogach). Na koniec odrzut żetonów z kart (zostaje po 1 na Reckless Cleave i Improved parry) 

KONIEC RUNDY 1

RUNDA 2:


Zygzagera: Zmienia Stance na R2 i używa Melee Strike (3 niebieskie, 2 czerwone, 2 żółte, 1 czarna, 1 fioletowa): 2x Success, 2x Boon, 1x Excertion. Normalne obrażenia - 6 łącznie. Dostatecznie, by zabić Gora. Zygzagera dostaje też kolejny punkt zmęczenia (już trzeci niestety). Wydaje więc 2 Boons, by pozbyć się jednego punktu zmęczenia. ma jeszcze jeden manewr, wraca więc do pierwszej grupy ungorów i związuje je walką. Na koniec odrzuca po żetonie ze swoich kart (i odblokowuje wszystko).

Ungory 3: Dokupią sobie 3 białe kości, natomiast Pethra wykonuje parowanie. I wykonują Savage Strike (4 niebieskie, 4 białe, 3 czarne, 1 fioletowa): 1x Success 1x Boon. Wchodzą tylko 2 obrażenia.

Malaghar: Przechodzi na C2, wykonuje manewr by odskoczyć od ungorów i wykonuje Ranged Shot przeciwko swojej grupie. Mistrz gry decyduje, ze drzewa trochę przeszkadzają, więc dorzuci czarną kość do testu. Ungory zrobią też unik, więc dorzuca jeszcze jedna czarną. Malaghar dokupi sobie dwie białe kości (zostanie mu jedna w zapasie). Strzela więc (1 niebieska, 2 zielone, 2 białe, 3 czarne, 1 fioletowa): 4x Success 2x Delay. Elf ma naprawdę szczęście, obrażenia +2. 5 obrażeń wchodzi łącznie, czyli zabija jednego Ungora. Ma też niestety opóźnienie (delay). Nie ważne ile ma tych symboli, efekt jest ten sam - 2 żetony na dowolną kartę akcji. Mistrz Gry uśmiecha się złośliwie, i rzuca dwa żetony na Ranged Shot, tłumacząc to tym, że po strzale łuk prawie że wypadł z rąk elfa, i nim znowu go dobrze chwyci w swoje nerwowe delikatne rączki, to musi trochę czasu minąć. Na koniec oczywiście elf odrzuca po zetonie z każdej ze swoich kart.

Ungory 2: Wykonują manewr by wejść w zwarcie z krasnoludką. Wykonują Savage Strike, Zygzagera wykonuje zaś Improved Parry (4 niebieskie, 1 biała, 2 fioletowe): 2x Success 1x Bane. Obrona wyszła wyjątkowo kiepsko,  2 kolejne obrażenia, w tym jeden krytyk! Painful Blow - 1x Bane - Mistrz Gry może dodać lub odjąć 1 żeton z karty akcji Zygzagery. Ungory robią jeszcze jeden wysiłek (1 obrażenie) i wykonują manewr dodający 1 białą kość pierwszej grupie ungorów.

Ungory 1: Savage Strike w Zygzagerę, która nie ma czym się bronić (4 niebieskie, 3 białe, 1 fioletowa): 4x Success. Znowu dwa obrażenia, z czego jeden przemienia się w krytyka. Flesh Wound. Ta rana nic nie daje, tylko trudno się ją leczy. jeżeli krasnoludka padnie i będzie miała 6 lub więcej ciosów krytycznych, umiera. Dla przykładu elf (Toughness 2) schodzi przy trzech krytykach. Ungory wykonują manewr, by dać dodatkową białą kość drugiej grupie.

Pethra: Zmienia Stance na C2 i wykonuje Melee Strike, dokupując 1 białą kość. Przeciwnicy parują (1 niebieska, 2 zielone, 1 czarna, 1 fioletowa): 2x Success 3x Boon. Normalne obrażenia (3 wchodzą, czyli łącznie otrzymali już 9, a to znaczy ze w tej grupie padły już dwa ungory). Pethra dostaje też jeden darmowy manewr za boons, może więc wykonać dwa - odchodzi od swojej grupy i śpieszy na ratunek Zygzagery. Tam decyduje się na trzeci manewr kosztem 1 zmęczenia, i dodaje krasnoludzkiej najemniczce 1 białą kość do ataku.

KONIEC RUNDY 2
RUNDA 3

Zygzagera: Ma odblokowany Reckless Cleave więc atakuje grupę pierwszą (liczy, że dobrze przywali i zabije całą grupę jednym atakiem). No to składamy pulę, do której krasnoludka dorzuci sobie 1 białą kość (3 niebieskie, 2 czerwone, 2 żółte, 2 białe, 1 czarna, 1 fioletowa): 1x Success 1x Sigmar's Comet. To z jednej strony był naprawdę kiepski rzut. Z drugiej, oprócz normalnych obrażeń, dociągane są dwie karty zamieniane na krytyka (specjalny efekt Komety Sigmara na akcji Reckless Cleave). 8 obrażeń wchodzi normalnie (to zabija dwa ungory), ostatni obrywa 2 obrażenia, które są zamieniane w krytyki: Broken Nose i Flesh Wound. Ale grupy pomagierów nie dostają normalnych krytyków, tylko ich Severity Rating przekłada się na obrażenia - w tym przypadku są to 3 + 1 = 4. A to znaczy, ze jednym ciosem krasnoludzica niczym Longinus Podbipięta ścina łby trzem tatarom. Eeee, ungorom znaczy się.

W tym momencie zostają trzy Ungory, które zgodnie z zasadą podręcznikową, że mało kto walczy do końca, zaczynają brać nogi za pas.

Drużyna, mimo że zwycięska, musi poszukać jednak solidnego medyka, bowiem oberwała kilka uciążliwych krytyków. Zwłaszcza Zygzagera, która miała być killerem drużynowym.

Słowo od Beamhita:

Nawet słaby bojowo elf się przydał i coś tam zrobił. Za to mocno bojowa postać jest naprawdę mocna, chociaż w tej walce wyjątkowo pechowo oberwała trzema krytykami. Zaś średnia postać, jest średnia. Wniosek - każdy może zrobić to, na co ma ochotę.

Inna sprawa - ten system w czasie walki daje bardzo dużą kontrole Mistrzowi Gry. Jednym się to spodoba, inni to zgnoją. Sadystyczny Mistrz Gry może wyciągnąć bardzo dużo z tych wszystkich puli kości, akcji i innych takich, by uwalić drużynę (lub starać się uwalić). Litościwy MG nie będzie sięgał po dodatkowe pule czy mordercze akcje. Średni będzie starał się robić różnie. Albo tak, by drużyna starała się odczuwać zawsze adrenalinę. Albo nie będzie gnoił zbytnio bohaterów na początku sesji, by przywalić wszystkim w finale.

Podejrzewam, że nie wszystko jest jasne. Ale służę odpowiedziami w razie czego.

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 20: Mój ulubiony demon w KC


Z demonami jak golemami. to były tam jakieś? Oprócz tego, co był opisany w Demonicznej Hordzie, co to z krzaczorów wychodził tak po prostu z dupy? Znaczy było coś chyba w wydaniu podręcznikowym, ale ogólnie to demony to nie były zbytnio u mnie wykorzystywane na sesji. No, może poza jednym bishonenem chędożownikiem przywołanym przez czarną rycerkę. No ale co to za demon, który zamiast wyrywać flaki z przeciwników, woli mieć swoją inną dzidę cały czas postawioną na baczność.

Czyli chcąc, nie chcąc, muszę podać jako ulubionego demona tego właśnie zawsze prężnego młodzieńca (bo innych demonów na sesji nie było). No ale jak zwykle, czego się spodziewaliście po wpisie?

sobota, 19 października 2013

Beamhit Zalicza - Giana Sisters Twisted Dreams


Giana Sisters Twisted Dreams to jeden z tych ufundowanych tytułów na kickstarterze, co to wyszły. Stare dziady co to kiedyś były małymi pryszczakami wyciągnęły zaskórniaki, by na świat przyszło odnowione bóstwo z ich szczenięcych lat.

Oryginalna Giana Sisters to była kiedyś bardzo popularna platformówka na C64. Nie tylko była to popularna gra, ale również była jedną z tych gier, wokół której narosło wiele legend. W tym przypadku związanych z tym, jak to złe Nintendo zgnoiło kultową produkcję, wycofane kopie zakopano na pustynie w Nevadzie, a twórcy poszli do pierdla na 20 lat.

Z ciekawostek, oryginalna Giana to była, cytuję: "Młoda niewinna dziewczyna z Mediolanu". Do niewinności, młodości i Mediolanu miała nas przekonać okładka:


Czyli tak na oko, to miała 10 lat...

Ale ja nie o tym.

GSTD to platformówka robiona w tak zwanym 2.5D. Kierujemy poczynaniami Giany (młodej i niewinnej jak zawsze), która stara się uratować swoją siostrę. Znakiem rozpoznawczym gry jest przechodzenie pomiędzy dwoma światami w dowolnym momencie. W każdym świecie nie tylko bohaterka ma inne zdolności (niewinna blondyneczka lub młody rudzielec), ale również zmienia się otoczenie. Platformy wędrują w różne strony, płyty lub kolce pojawiają się lub znikają, przeciwnicy zachowują się inaczej.

Tak jak w pierwowzorze, tak i tutaj zbieramy diamenty. Diamenty są małe - te zbieramy, by odblokować poziomy z bossami. Oraz duże - te odblokowują nam grafiki w galerii.

No i teraz dochodzę do kwestii, dlaczego trudno mi stwierdzić, dla kogo jest to gra. Walki z Bossami są cholernie trudne. Oczami wyobraźni już widzę te wszystkie siedmioletnie Basienki, Mariolki i inne Sylwusie, które donośnie ryczą jednym wspólnym głosem, bo tatuś drugą godzinę z rzędu córeczce nie potrafi przejść dalej gry.
Przy tym gościu będziesz płakał gościu...
Chociaż ponoć nowsza wersja GSTD posiada "remixed mode" co jest ponoć tak naprawdę "easy mode". Narzekania tych wszystkich oldboyów, którzy to narzekali, jaka ta gra jest cholernie trudna (chociaż wcześniej narzekali, jakie te dzisiejsze gry są łatwe), zostały najwyraźniej wysłuchane.

Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem Giana Sisters na commodorku, oraz nie jestem jakimś miłośnikiem platformówek. Dlatego była to dla mnie średnia gra, w którą to popykać mogłem (jedna lub dwa poziomy na dzień). Plus za to, że chciało mi się w kilku momentach (bossowie) rzucić joypadem w ścianę. Plus też za ładną grafikę i pomysł z dwoma światami. Oraz plus za dodatkowe poziomy (Halloween i X-mas) dorzucone później. Minus, bo pierwotna wersja była nie wiadomo dla kogo. Za trudna dla niedzielnych graczy, za infantylna dla tr00 gamerów.

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 19: Mój ulubiony golem w KC


Że tak powtórzę za Neurocide: O Boże! Tam było coś takiego?

Nie pamiętam, czy Magia i Miecz uraczyła nas golemami, za to strona Kryształy Czasu na pewno tak. Co nie zmienia faktu, ze nie używałem tych stworów w KC. Zresztą zazwyczaj unikałem tych stworzonych stworów. Ale, by jednak nie dublować poprzedni nudny wpis, opowiem wam historie jednego takiego golema. Powieść okołogolemiczna, ale niekoniecznie okołokacekowa.

Ach, były to czasy kiedy prowadziłem DnD 3.0, i to jeszcze jak prowadziłem DnD w Gliwicach. Czyli wieki temu, rok 2002 lub 2003. Poprowadziłem dosyć jajcarski scenariusz z dosyć dziwnymi założeniami. Oto w pewnym miasteczku żyła sobie pewna ciastkarka, które to wypieki były tak przepyszne, że drużyna się nimi zachwycała. No ale był też ten zły główny prawie monopolistyczny piekarz, który chciał poznać sekret tych dobrych wypieków. No i porwał naszą heroinę (i tutaj muszę uderzyć się w pierś, gdyż oto okazuje się, że miałem gdzieś tam Damulkę w Opałach, o której to zupełnie zapomniałem). A nasi dzielni poszukiwacze ruszyli na ratunek.

Jak pisałem, przygoda była z tych jajcarskich, więc nim drużyna dolazła na ostatnie piętro wieży złego piekarza, musiała pokonać wiele dziwnych przeciwności. Między innymi walkę na targu rybnym, gdzie zamiast broni były używane ryby czy inne owoce morza. I tak zamiast elektrycznym mieczem +1 uderzało się węgorzem elektrycznym +1, zamiast wielkiego dwuręcznego topora uderzało się ogonem rekina, a zamiast shurikenów rzucało się szprotkami. Całe szczęście w drużynie nie było maga, ale pewnie by rzucał jakimś caviarball czy innym magic herring. Ważne, że w tej przygodzie nie było trupów.

Ale co to ja... A tak, ostatnie piętro wieży. Tam drużyna spotkała ostatecznego przeciwnika. Piekarz skrywał się za jednym z niewielu golemów jakich wykorzystałem na moich sesjach. Oto on, najstraszniejszy z najstraszniejszych....

Ciasteczkowy Golem BAJADERKA!!!

Wynikła zażarta walka zakończona pożarciem przeciwnika. Znaczy, drużyna wygrała, i zamiast napełnić kiesę, napełniła tym razem brzuchy.

piątek, 18 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 18: Mój ulubiony martwiak eteryczny lub półeteryczny w KC


Duchom i innym takim jakoś zawsze mówiłem nie. Kryształy Czasu nie były więc tutaj wyjątkiem. Dlatego nie mam ulubionego martwiaka erotycznego. Eeee.... Eterycznego znaczy się.

czwartek, 17 października 2013

Jestę Zboczeńcę Już ROK!!!11!1!!!!!jedenaście



To już rok. Już rok Ratuję, Przytulam i Głaszczę na (prawie) swoim. Rok minął, więc chyba trzeba to jakoś uczcić. Zapraszam na wspominkową imprezkę, a za chwile wylosujemy który ze zwierzaczków Krzysia będzie miał dyżur w szafie. Będzie się działo.

No i stało się. Wyrzucony w nieodbyty odbyt, postanowiłem stanąć niczym samopowstający penis feniksa, co to zawsze po opadnięciu powstaje. Nie, wróć, dupa blada.

I jeszcze raz.

To co miało być żartem (przyznaje się) przerodziło się w taki sobie tam blog. Blog, który jakąś tam oglądalność o dziwo ma. Ponad 32,600 odsłon? To znaczy chyba jednak jedno - o penisach i waginach ludzie lubią sobie poczytać. Nawet jeżeli jest to podane w sposób łamiący wszelkie tabu, albo na poziomie rzygowin rzecznej żaby.

To też znaczy chyba jedno - udało mi się wypełnić (płytka, bo płytką, ale zawsze) lukę. Wasz pierwszy Polski Erpegowy Libertyn i Erotoman-Gawędziarz się przyjął.

Wydaję mi się jednak, że gdzieś tam czasami przemycę coś mądrzejszego. Ale oczywiście mogę się mylić, a tłum będzie wołał o więcej penisów i igrzysk, niż o merytoryczne notki.

W tym miejscu chyba wypada rzucić jakimś liczbowym podsumowankiem, by się pośmiać, zdziwić, lub pokazać środkowy palec Beamhitowi, i stwierdzić, że ma jednak małego.

6138 - tylu indywidualnych użytkowników zawitało w moje skromne progi

922 - a tylu postanowiło powrócić; i tak pewnie połowa to boty, a druga połowa to szpiedzy z NSA

Firefox, Chrome, Opera i Android Browser - przeglądarki geeków

A jeden wpadający do mnie burżuj to ma nawet Galaxy S III

Przegląd Porno Teledysków Które Znam - to najczęściej odwiedzana strona ma. 1556 wyświetleń. Głownie o dziwo z wyszukiwarki. Ludzie się zabijają by oglądać trzęsące się jajca w rytmie Disco. To znaczy, ze muszę chyba zrobić radochę tłuszczy i uaktualnić wygasłe linki

Graj fetyszem - futanari - najczęściej wyświetlany wpis o tematyce erpegowej. Szkoda, że 2/3 tego to wejścia z wyszukiwarki. Ale co się dziwić, skoro japońce powiedziały, że futanari to ich najlepszy towar eksportowy XXI wieku. 654 wyświetlenia.

O perwersjach seksualnych graczek okiem samca - 364 wyświetleń. 300 pierwszego dnia zboczuszki. Czy więc libertynem jest ten, kto to pisze, czy ci, co przychodzą takie rzeczy poczytać?

Oczywiście są też i inni królowie, jak mój pierwszy nabijacz [Recenzja] Star Wars XXX (prawie 700 wyświetleń), czy wpis o Animusach i Animach (330 wyświetleń).

Ale koniec pitolenia, pora na refleksje przy kieliszku.

Cieszę się, że odrzucam gniew i nie poddaję się hejterswu. Staram się żyć moją własną nową dewizą - Graj i Pozwól Grać Innym. Jasne, czasami sobie zażartuję z kogoś, ale liczę na to, że ktosie mają poczucie humoru. Jak nie, to przepraszam z głębi serca. Och, czasami mogę też mieć po prostu zły dzień.

Ciesze się, że chce się wam tutaj wpadać ludzie. Dziwię się o tyle, bo Beamhit to samotnik z natury, i nie posiada własnego TWA w Fundomie. Dlatego miał dwa razy bardziej pod górę, bo nie posiadał własnego wianuszka wyznawców i innych klakierów na starcie.

Dziwię się zaś, że nie dorobiłem się żadnego osobistego hejtera. Nie zasługuję? Jestem za płytki? Albo nie jestem zbyt przy władzy?

Oczywiście, chciałbym też robić tutaj więcej. Ale nie będę oszukiwał - napisanie merytorycznej notki to straszny pożeracz czasu. Ba, napisanie nawet głupotki to pożeracz czasu. Ale jako harcerz, którym nigdy nie byłem, przyrzekam:

- więcej recenzji erpegów, trochę bardziej sensownych i treściwych jeżeli dam radę; ale nie oszukujmy się, recenzent pisemny ze mnie dupa
- więcej Test Fight, bo wydaje mi się, że to fajny pomysł; ale jeżeli się mylę, to sprowadźcie mnie do parteru już teraz
- więcej filmowych recenzji staroci komputerowych, bo to jest to, czym trafiam do starych dziadów, a nie jakimiś kuśkami, o których już zapomnieli jak używać
- i ogólnie więcej wszystkiego co niemoralne, niepoprawne i niepoważne

Na końcu jak zwykle wypada złożyć podziękowania. No to te pierwsze idą oczywiście do mej żony, która pozwala mi skończyć kolejny głupi tekst do bloga. Kocham cie :* Drugie idą do moich graczy, czy też raczej tych niedobitków z Częstochowy, którym się jeszcze chce. A trzecie do was, czytelnicy drodzy.

A że impreza bez prezentów jest jak orgia z jednym kondomem, mam więc i dla was prezenty. Zgodnie z tematyką bloga są to oczywiście chujowe prezenty. Ale może komuś się przydadzą. Daję wam klucze do gier na Steam (i inne platformy), które to mi się zdublowały w ten czy inny sposób (głównie przez te wszystkie Humble Bundle czy inne CDActiony). Jako że nie wiem, czy odzew będzie zerowy, czy jednak znajdzie się stadko chętnych, to na wszelki wypadek wprowadzę chyba jakieś zasady. W jednej kolejce można prosić o jedną grę. Kolejka się resetuje, kiedy od ostatniej prośby o klucz minie 24 godziny. Mam nadzieję, że jest to jasne. Proszę podawać co was interesuje tylko w tym temacie. Do każdej gry trailer lub gameplay. Tak dla zachęty.

Nightsky - Czy myślisz, że życie kulki jest łatwe? Nightsky to gra niezależna, gdzie kierujesz poczynaniami takiej właśnie kulki. Skromna (ale ładna) grafika, niezła fizyka i turlający się główny bohater. Każdy indianiec powinien mieć tą grę w swojej kolekcji.



Medal of Honor - to znana seria gier FPS tocząca się w czasie drugiej wojny światowej. Ale ta tutaj część (trzynasta) przenosi nas w czasy współczesne, a teatrem działań jest Afganistan.

Rochard -  W tej grze wcielasz się w astro-górnika (tytułowy Rochard), który pewnego dnia wplątuje się w niezłą aferę. Czy wyjdzie z tego cało? Jesteś ty, twoja spluwa grawitacyjna i... I jeszcze więcej zabawy z grawitacją. Ta platformówka 2.5 (coś jak Trine) to kilka godzin nie tylko ostrej walki o przeżycie, ale też dobra rozrywka dla szarych komórek.


Serious Sam HD: The Second Encounter - Klasyczny FPS dla maniaków prawdziwej męskiej rozgrywki. Jeżeli gardzisz chowaniem się za osłonami i uważasz, że z ręcznej rakietnicy powinno się pruć jak z karabinu maszynowego, to jest tytuł dla ciebie.


Guardians of Graxia + dodatek - połączenie gry planszowej z karcianką. Pograć można.



Kody na ORIGIN:

Burnout Paradise: The Ultimate Box - Szalone wyścigi z najlepszymi kraksami i modelem zniszczeń chyba, jakie możemy oglądać na monitorze. W tej grze czuć szybkość! Poniżej przykładowe kraksy.


PS. Nie lubię się narzucać (bo ja to tak naprawdę skromny i wstydliwy chłopak jestem), ale jeżeli ktoś by chciał mnie jeszcze w kręgach na gieplusie, to zapraszam.

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 17: Mój ulubiony martwiak materialny w KC


Dziwne, ale nie używałem martwiaków na sesji. Niektórzy pewnie zaś się zastanawiają, czym do licha są te martwiaki, i co mają wspólnego martwiczo zmienione części ciała z RPG?

Otóż nim do użytku naszego polskiego erpegowego słownika przedostał się termin "nieumarły", Artur Szyndler zaserwował nam "martwiaki". A zaserwował je nam w bardzo fajnym sosie. W jednym numerze Magii i Miecz dostaliśmy całkiem niezły podział i rozpiskę martwiaków, godną wręcz jakiejś księgi wiedźmińskiej. Czego tam nie było. Obok szkieletów czy innych zombie, były tam takie egzotyki jak szubieniczniki, zdechlaki, struchlece, cmentary i czarnotrupy. A te się jeszcze zazwyczaj dzieliły na jakieś wersje tępogłowe i miękkogłowe. Strach się bać.

Za to kumpel z którym grywaliśmy tylko w Cyberpunka opowiadał, jak wyrżnął raz całą drużynę w KC z powodu jednej wampirzycy. Była taka przygoda w MiMie - Miriam, Marian czy jakaś inna Magdalenka. Gdzie to w tej przygodzie jakaś wampirzyca ubzdurała sobie, że jeden z bohaterów to jej syn czy coś. No to kumpel się chwalił, jak przyłączył się do mamusi i poderżnął gardła reszcie śpiącej drużyny. Jak to tam leciało z tym zebraniem drużyny, przed wyruszeniem w podróż? A tak poważnie - to jedno z tych wydarzeń, gdy naprawdę poddaję w wątpliwość slogan polskich erpegowców - REALISTYCZNE ODGRYWANIE PONAD WSZYSTKO!

wtorek, 15 października 2013

30 Dni z Kryształami Czasu. Dzień 16: Moje ulubione zwierzę lub potwór w KC


Nie mam. Może szalony minotaur opas, gdybym takiego potworo-zwierza wprowadził. Ale nie wprowadziłem. U mnie KC były jeszcze bardziej humanoidalnocentryczne niż Warhammer. Raz może jakieś wielkie macki wciągnęły w bagno krasnoluda (tego od "Już wyprowadziłem atak"), a później go wypluło niczym R2-D2 na Dagobah. Ale ten wyjątek potwierdził regułę. Ba, drużyna nawet koni nie miała, bo końmi jakoś tak zawsze gardziliśmy.

Test Fight - Warhammer III Edycja (tworzenie bohaterów)


System: Warhammer Fantasy Roleplay (zwany potocznie III edycją, chociaż tak naprawdę brak jakiejkolwiek cyferki przy tej nazwie); Pierwsze Wydanie, Rok 2009, Fantasy Flight Games)

Testowane Zasady: Tylko podręcznik podstawowy (albo powinienem napisać, tylko podstawowe pudło), metoda losowa (losowanie profesji) i punktowa (cała reszta)

Moja uwaga numer jeden: Podstawka do Warhammera pozwala na bezproblemowe granie w gronie Mistrz Gry + 3 graczy. Dla wielu (grających w grupach 5-7 osobowych) jest to bardzo poważna wada tego systemu.

Tworzę sobie troje bohaterów - człowieka z Reiklandu, krasnoluda z Karak Azgaraz i Leśnego Elfa. System pozwala grać jeszcze Wysokim Elfem. Rasę można wybrać dowolnie, ale jest alternatywna metoda losowania rasy swojego bohatera.

Najpierw człowiek.  Losuję sobie trzy karty profesji początkowych i wybieram jedną z nich. Alternatywne zasady pozwalają wybrać dowolną dostępną profesję, albo losować tylko jedną z nich.

Wylosowałem Burgher (mieszczanin), Messenger (posłaniec) i Agitator (podżegacz). Po chwili zastanowienia, wybieram mieszczanina - bo daje dostęp na początku do dwóch zaawansowanych umiejętności (Education (postać będzie piśmienna) oraz Tradecraft). Każda profesja ma tez swoją unikalną zdolność specjalną, mieszczanin akurat raz na sesję pozwala do testu umiejętności Charm lub Leadership dodać jedną żółta kość. A żółta kość w tym systemie to naprawdę solidne dopakowanie rzutu.

Mam do wydania teraz 25 punktów. Wydaję je nie tylko na cechy (jest ich 6 - Strength, Toughness, Agility, Intelligence, Willpower, Fellowship), ale również na startowe bogactwo, na ilość znanych umiejętności, na ilość posiadanych talentów, oraz na ilość posiadanych kart akcji. Startowe cechy człowieka wynoszą 2, ale każda profesja początkowa zwiększa dwie cechy o jeden - w przypadku mieszczanina, są to Intelligence oraz Fellowship. Zapisuję więc na karcie:

S:2, T:2, A:2, I:3, W:2, F:3

I postanawiam zwiększyć wszystkie dwójki do trzech (wydam na to 12 punktów). Po zastanowieniu się, stwierdzam, ze nasz mieszczanin będzie twardą psychicznie jednostką, i wydaje jeszcze 4 punkty, by zwiększyć Willpower do 4. 16 punktów wydanych, zostało mi 9 na resztę.

S:3, T:3, A:3, I:3, W:4, F:3

Wydaję 2 punkty by mieć poziom bogactwa comfortable (2x ubranie podróżne, torba, kilka dupereli, jedna broń do wyboru (biorę miecz), oraz 2 sztuki złota). Wydaję 3 punkty na Skills (mogę wybrać 4 z 5 umiejętności z karty profesji, oraz wybrać dwie specjalizacje). Wydaję 2 punkty na talenty (co da 2 talenty - wszystkie podstawowe profesje mają dwa miejsca na talenty, wiec wypełnię moją kartę na maxa). Oraz wydaję 2 punkty na karty akcji (daje mi to 3 dodatkowe karty akcji).

Moja uwaga numer dwa: Dla kilku graczy wydawanie punktów na startowe bogactwo może wydać się bez sensu - zwłaszcza że już postać biedna (1 punkt) zaczyna z całkiem normalnym sprzętem  Co do kart akcji - nawet jeżeli ktoś nie zainwestuje żadnych punktów, to otrzyma jedną dodatkową kartę akcji. Dodatkowo każdy gracz zaczyna z podstawowymi kartami (jest ich 8, przy czym Block, Dodge i Parry mają dodatkowe wymagania które należy spełnić, by otrzymać te karty akcji - odpowiednio: Toughness 3+, Agility 3+, Strength 3+).

Wybieram umiejętności (w nawiasie specjalizacje): Charm (Haggling), Discipline (Resist Intimidation), Education, Tradecraft

Wybieram talenty: Strong Willed (Exhaust this card to recover 1 fatigue and 1 stress) oraz Resorceful (Exhaust this card to add Expertise Die to an Intelligence check).

Moja uwaga numer trzy: Talenty dzielą się na trzy grupy: Reputation, Focus i Tactic. Każda karta profesji pozwala przynajmniej podłączyć dwa talenty (z kilkoma wyjątkami, które mają dostęp do innych slotów) - mieszczanin pozwala doczepić 2 karty reputacji. Wykonując odpowiednia akcję, można talenty zamieniać, jeżeli ma się ich więcej, niż dostępnych slotów. Można podczepiać te talenty też do Karty Drużyny, i działają wtedy na wszystkich. Można też kupować talenty, których dana profesja nie może używać. Dla kilku (wielu?) graczy niewątpliwie bardzo nierealistyczny element mechaniki.

Wybieram karty akcji: Winning Smile, Sword & Board, Formal Diplomacy. Jedna karta typowo bojowa, jedna karta socjalna i jedna do wykorzystania w różnych sytuacjach. Staram się symulować przeciętnego gracza, który lubi różne aspekty na sesji.

Ekwipunek: Z ręczną bronią zaczynam grę (miecz). Dokupuję koszulkę kolczą (kolczuga jest lepsza, ale nasz bohater zostałby przeciążony) i tarczę, i jeszcze trochę srebra zostaje na jakieś duperele, które w Test Fight nie będą miały większego znaczenia.

Moja uwaga numer cztery: Mieszczanin z mieczem i tarczą? A gdzie krosno i tuzin jaj? A tak poważnie - trzecia edycja ma takie same założenia jak pierwsza i druga - porzucasz dotychczasowe życie, by zostać poszukiwaczem przygód. Kupno sprzętu który pozwoli ci się odnaleźć w nowej roli to podstawa.

I koniec. Oto on. Albo powiedzmy, ona, Pethra, mieszczanka, która opuściła rodzinny dom i postanowiła zostać poszukiwaczem przygód:

Pethra - Human (Reiklander) Burgher

S:3, T:3, A:3, I:3, W:4, F:3

C2 / R2

Racial Abilities: Adaptable, Diversity, Favoured by Fate

Burgher Ability: Once per session, you may add (yellow dice) to any Charm or Leadership check.

Wound Threshold: 12

Skills: Charm (Haggling), Discipline (Resist Intimidation), Education, Tradecraft

Talents: Strong Willed, Resourceful

Actions: Block, Dodge, Parry, Guarded Position, Assess the Situation, Perform a Stunt, Melee Strike, Winning Smile, Sword & Board, Formal Diplomacy

Weapons:
Sword: DR: 5 (8), CR: 3

Armour:
Mail Shirt: Defence: 1, Soak: 2
Kite Shield: Defence: 1, Soak: 1

Dwoje pozostałych bohaterów do kolekcji, to krasnoludzka najemniczka Zygzagera (tworzona na zasadzie uberprzepaka) oraz leśny elf emisariusz Malaghar (klimatyczny mówca, w walce cienias).

Malaghar - Wood Elf Envoy

S:2, T:2, A:3, I:4, W:4, F:4

C3 / R1

Racial Abilities: Forest Walk, Nature Bond, Orion's Favoured (Observation), Night Vision

Envoy Ability: Once per session, you may treat your Fellowship characteristic as if it were one point higher

Wound Threshold: 10

Skills: Charm (Diplomacy), Folklore, intuition, Leadership (Spiritual Leader), Observation

Talents: Charismatic, Confident

Actions: Dodge, Ranged Shot, Guarded Position, Assess the Situation, Perform a Stunt, Exploit Openings, I Thought We Were Friends, Inspiring Words

Weapons:
Short Bow: DR: 5 (8), CR: 3, Range: Medium
+24 Arrows

Armour:
None

Moja uwaga numer pięć: Bardzo trudno było mi zrobić słabego w walce leśnego elfa. To samo w sobie było niezłym wyzwaniem. Elfy ogólnie mają bardzo mały dostęp do profesji, a większość z nich jest dosyć silna na starcie. Dodatkowo startowe Agility 3 oraz możliwość posiadania już umiejętności Ballistic Skill na starcie to niezłe możliwości. Gdybym wybrał Waywatchera, miałbym 5 Agility oraz dwie żółte kości w łukach. Legolas by się schował ze wstydu.

Zygzagera - Dwarf (Azgaraz) Mercenary

S:5, T:5, A:2, I:2, W:3, F:2

C2 / R2

Racial Abilities: Children of Grungni (Weapon Skill), Grudge, Sturdy, Night Vision

Mercenary Ability: Once per session, yo may add (yellow dice) to any single Weapon Skill check you make.

Wound Threshold: 15

Skills: Weapon Skill (+2)

Talents: Quick Wits, I'll Sleep When I'm Dead

Actions: Improved Parry, Guarded Position, Assess the Situation, Perform a Stunt, Melee Strike, Reckless Cleave

Weapons:
Great Weapon: DR: 7 (13), CR: 2

Armour:
Scale: Defence: 0, Soak: 4

Na koniec pozostaje wybór Party Sheet. Nie będę kombinował i wybieram takie trochę podstawowe Brash Young Fools.

Ok, chwilowo tyle. Do następnego Test Fight, gdzie tym razem nasza drużyna spotka się z jakimiś niemilcami.