wtorek, 31 grudnia 2013

The Reward - Fantasy Animacja z Jajem

Nie wiem czy znacie, The Reward to praca bachelorska stworzona przez pewną grupę Duńczyków. Polecam głównie miłośnikom DnD ;)

Beamhit Zalicza - Call of Duty 4: Modern Warfare


Nigdy nie sądziłem, że zagram kiedykolwiek w któregoś Modern Warfare. Po prostu jakoś nie chce mi się płacić więcej niż 30 złotych za strzelankę FPS, a jak wiadomo, MW jest bardzo "cenione" przez swojego wydawcę. Ale stało się. Jak zobaczyłem gdzieś w promocji MW za 15 złotych, nie było zlituj się. Trzeba było zobaczyć czym jest ten zacny / znienawidzony (w zależności kogo się spytasz) tytuł na własnej skórze.

A tytuł jest... bardzo miłą strzelanką pokazaną w iście hollywoodzkim stylu. Świat gry przyjdzie nam obserwować z tego co pamiętam, z pięciu perspektyw (w tym będziemy też obserwować skryptową "naszą" śmierć). Jest dramatycznie (głównie dla terrorystów po drugiej stronie naszego karabinu), pompatycznie, patriotycznie, i rambowo. Dodatkowa scena po zakończeniu napisów końcowych tylko pogłębia filmowość całego dzieła. Grafika zaś broni się nawet dzisiaj.

A najgłówniejszy bohater nazywa się "Mydło"...
Za 15 zeta dostałem fajne 6 godzinne widowisko (i dlatego IMO 15 zeta to dobra cena, a nie 50 czy więcej). To był dobrze spędzony czas.


poniedziałek, 30 grudnia 2013

[Raport] Hot Guys Making Out


Udało nam się zagrać w cztery osoby w HGMO (na skajpie). Nie wrzucam skrótu fabuły, bo raczej nie rozegramy następnej sesji. W skrócie tylko - rozegraliśmy 5 scen: przyjazd Gonsalvo, pierwsza kolacja, przejażdżka z piknikiem, nocne niepokoje i nieoczekiwana propozycja. Całość z przerwami zamknęła się w 3 godzinach.

Jeżeli ktoś nie wie o czym jest system, to zapraszam tutaj, do recenzji.

A teraz, wnioski. Na zimno, po sesji na drugi dzień:

- System jest dla dwoje graczy. To, że są dodatkowe zasady dla trzeciego (służąca Maria) i czwartego (majordomus Olivier) gracza, wcale w moim odczuciu nie zanegowało tego, że gra głównie jest dla dwoje graczy.

- W pewnym momencie może się okazać, że troje graczy cały czas pasuje, a jeden cały czas zagrywa figury i ciągnie scenę. To może być męczące, nie powiem. Pewnie przy dwójce graczy nie jest to tak odczuwalne. Albo przy graniu przy stole.

- W zależności od "Zagrożenia" (myśmy mieli "Zazdrość Marii o Gonsalvo") może dochodzić do sytuacji, gdzie podczas eskalacji tego "Zagrożenia" trudno coś zdziałać, bez przejmowania kontroli nad postacią innego gracza. Nie jest napisane wprost, co robić w takiej sytuacji.

- "Gdy spasujesz, milcz lub opowiedz jakiś detal z wiązany z otoczeniem". Taka sobie zasada, sam miałem z tym problem, by podczas pasowania nie dopowiedzieć czegoś "in-character", albo nie dorzucić jakiejś myśli. Czyli w pewnym momencie zacząłem wybierać stosowne milczenie. Ale wolałbym zmienić tą zasadę (ale nie wiem na co), bo chyba nie o to (IMO) chodzi, by stosownie milczeć na sesji, lub opisywać siódmy raz z rzędu kolejną grządkę w ogródku.

- Zdolności postaci pobocznych (Maria i Olivier), są w moim odczuciu takie sobie. Czasami sensownie trudno je wcisnąć w daną sytuację. Bo taki Olivier na przykład przy pomocy Jokerów fizycznie rozprawia się z zagrożeniem. Nie wiem czemu (znaczy wiem, ale tak się mówi :P ), ale miałem wizję, jak Olivier bierze Marię przez kolano i łoi ją po tyłku ;)

- Po zastanowieniu. "Sesja się kończy, kiedy wszyscy gracze stwierdzą, że zagrożenie zostało zażegnane." - jest też taką sobie zasadą. Wolałbym coś bardziej uzależnione od mechaniki, niż od ewentualnej złośliwości czy upierdliwości graczy.

- Pomimo kilku wad, system jest lekki, miły i przyjemny. Mam też odczucie, że łatwo go zhackować na inną historię - na przykład szkolne Yuri, czy powieść o filozofie Petroniuszu i niewolnicy Eunice.

Cóż mogę więcej powiedzieć? Karty wyjątkowo nie chciały, by Honore obalił Gonslavo. A przy okazji testowaliśmy dobry program online do gier z mechaniką karcianą (mimo, że po mojej stronie trochę zamulał). No i co najważniejsze, spotkanie (online) towarzysko wyszło bardzo dobrze.

PS. A tu głos z drugiej strony firewalla ;)

niedziela, 29 grudnia 2013

Beamhit Zalicza - Defender's Quest


Zaliczyłem Defender's Questa. O grze rozpisywałem się ponad rok temu, o tutaj, więc nie wiem co mógłbym jeszcze dopisać (oprócz tego, że gra nie jest aż tak liniowa jak pisałem rok temu - możesz wybrać zakończenie - walczyć lub uciekać).

Bardzo przyjemna gra jak dla mnie.

sobota, 28 grudnia 2013

[Raport] Apocalypse World - Caramba Story #05 (Czyli ostatni walc w Caramba)


To już jest koniec przygód Abe i Vincenta. Odeszli na zasłużoną emeryturę. Ale to nie znaczy, że kiedyś nie powrócimy do miasta Caramba.

Co się wydarzyło. W wielkim skrócie:

"Wiosna Ludu" dogadała się z Repkolucjonistami. Ale i tak Vincent zaszlachtował Repka.

Bitwa z Washingtonem przyniosła wiele ofiar po obydwu stronach. W końcu Caryca zabiła Washingtona i doszło do rozmów pokojowych.

Banda Carycy dostała swoją własną dzielnicę do zamieszkania. Z czasem przemienili się w grupę porządkową Caramba.

Założono "Radę Pięciu". W radzie zasiedli: Will, Abe, Vincent, Caryca i Łonowiec. Oficjalnie mają rządzić w imię Ludu Pracującego w Fabryce. A nieoficjalnie, zamiast jednego McDonalda, jest pięciu.

Caramba stała się ważnym punktem przerzutowym dla karawan.

Veto wraz z Ewą wyruszył na pielgrzymkę.

Pułkownik zniknął (albo nie żyje).

Abe ożenił się z Moxx. Nie wytrzymał tego Sigmunt, który opuścił Klinikę. Ta dwójka dorobiła się później bliźniaków (chłopca i dziewczynkę), o imionach Luis i Patricia. Niestety, rękę na kasie w tym związku trzyma Moxx.

Vincent po kilku miesiącach łażenia do Starego Ross, w końcu wyłaził co chciał. Para się chajtnęła.

I to tyle. Być może powrócimy do Caramba - z nowymi postaciami, z nowymi graczami i pięć lat później.

Garść moich uwag:

Nie wiem czy to "zaleta" systemu, czy "wada" MG. Ciągłe improwizowanie i windowanie nowych kłopotów spowodowało (w moim odczuciu), że w pewnym momencie wykres "funu" zaczął przypominać sinusoidę. W moim odczuciu jest to właśnie taki dobry system do poprowadzenia mini-kampanii zamkniętej w 4-6 sesjach.

Alternatywne ruchy do prowadzenia bitew. Nie sprawdziły się dobrze u mnie. Dlatego rada dla siebie na przyszłość - posłuchać podręcznika, i lepiej tych ruchów i zasad nie ruszać.

Zagwozdka mechaniczna - Stoi dwoje graczy i NPC. Chcą się przekonać, by gdzieś pójść (albo by zostać). Zamiast przekonywać siebie, przekonują enpeceta. Obydwu ruch wychodzi. I masz babo placek... (ja wybrałem, że NPC posłuchał tego, który rzucił więcej, ale chętnie posłucham rad innych).

piątek, 27 grudnia 2013

Gry komputerowe szukają nowych właścicieli

Jutro 35 lat na karku mi zbywa, z tej okazji - zamiast brać, to daję. Kilka zagubionych gier szuka swojego właściciela.

Zasady takie same jak zawsze - piszesz, jaką chcesz grę (jedną). Jeżeli od ostatniej w temacie prośby miną 24 godziny, możesz bez problemu poprosić o kolejna grę.

Przy okazji - podajcie, gdzie mam wam wysłać kod (albo link aktywacyjny)!

Kody na STEAM:


The Showdown Effect - Coś jak Liero, tylko w nowej oprawie (gra nie działa na XP).



Nightsky - Czy myślisz, że życie kulki jest łatwe? Nightsky to gra niezależna, gdzie kierujesz poczynaniami takiej właśnie kulki. Skromna (ale ładna) grafika, niezła fizyka i turlający się główny bohater. Każdy indianiec powinien mieć tą grę w swojej kolekcji.


Serious Sam HD: The Second Encounter - Klasyczny FPS dla maniaków prawdziwej męskiej rozgrywki. Jeżeli gardzisz chowaniem się za osłonami i uważasz, że z ręcznej rakietnicy powinno się pruć jak z karabinu maszynowego, to jest tytuł dla ciebie.


Gravi - logiczna platformówka z jakimś okrąglutkim glutem.


3089 - Powiem szczerze, że Minecraft i jego klony to nie moja działka, więc trudno coś mi powiedzieć na temat 3089.


Starpoint Gemini - kosmiczna strategia z elementami RPG.


Starvoid - a tutaj mamy do czynienia z RTSem.


99 Spirits - indyk z Japonii, więc *Manga Alert*. Jesteś łowczynią demonów których zadaniem jest eliminowanie niemilców. Jest to prosta gra RPG połączona z grą słowną (odgadywanie wyrazów) - dlatego dobrze by było znać język angielski chociaż na poziomie średnim, by bezproblemowo zagrać w ten tytuł.


Little Inferno - to ten jeden z dziwnych indyków. Kupujesz sobie różne rzeczy (jak zabawki) i wrzucasz je do kominka, by patrzeć jak się hajcują. Gra na zimowe wieczory.



Serious Sam 3: BFE - klasyczny Poważny Sam powraca. Tam gdzie nie dał rady Duke Nukem, tam daje radę on.


Deponia - szalona przygodówka (pierwsza część z trylogii) która nawiązuje do klasycznych gier point'n'click (głównie Lucasa). jeżeli się dobrze orientuję, jest wersja z polskimi napisami na Steamie.



Cognition 1 & 2 - Ponoć bardzo dobra przygodówka - klucze dla pierwszych dwóch epizodów.


Face Noir - kolejna przygodówka, tym razem w klimatach "Noir" ;)



Electronic Super Joy - indie platformówka z prostą grafiką, niezłą muzyką, i momentami z wyśrubowanym poziomem trudności.


Zigfrak - kosmiczna strzelanka, sim i RPG w jednym.



Postmortem: One Must Die: Extended Scythe Cut - dziwna gra (jeżeli pojęcie gra do tego pasuje). Teoretycznie można ją skończyć w minutę. Jesteś agentem śmierci którego zadaniem jest zabrać życie jednej osoby z pewnej prestiżowej szkoły, w jakimś państwie gdzie grozi wybuch wojny domowej. Wybierasz kto ma umrzeć, i w ten sposób kształtujesz przyszłość. Możesz skończyć grę w minutę, wybierając na ofiarę nawet pierwszą poznaną osobę. Albo pobawić się dłużej - możesz rozmawiać z potencjalnymi ofiarami i czytać różne gazety czy pamiętniki - i w ten sposób podjąć swoją decyzję.




Kody na ORIGIN:

Burnout Paradise: The Ultimate Box - Szalone wyścigi z najlepszymi kraksami i modelem zniszczeń chyba, jakie możemy oglądać na monitorze. W tej grze czuć szybkość! Poniżej przykładowe kraksy.


Kody na DESURA:

Seria Exceed - trzy klucze, trzy gry, ale traktuję to jako całość. Te trzy gry to tak zwane "Bullet Hell", czyli strzelanki dla masochistów (a przy okazji miłośników mangowych lolitek, cyckuff i majtek). Uwaga, pierwsza gra w serii jest tylko po japońsku, ale jest patch z angielskimi napisami.


poniedziałek, 23 grudnia 2013

2014 - Moje Erpegowe Oczekiwania


Nieubłaganie zbliża się rok 2014. A to znaczy, że zbliżają się nowe erpegi. Pytanie tylko co zaciekawi mnie, i na co czekam?


Exalted trzecia edycja :) na to czekam. Na grę, która miała już być w grudniu 2012 roku. To tak a propos, że nie tylko w Polsce są opóźnienia. Ciekawe tylko, czy ktoś się skusi by ze mną grać, czy po prostu podręcznik będzie stał na półce i służył mi do masturbacji.


Scion druga edycja to kolejna rzecz na którą czekam. Historia o mitologicznych synach i córkach bożych, którzy w dzisiejszych czasach walczą z pomiotami tytanów. Hell yeah!


Armie Apokalipsy edycja rozszerzona. Jako że nie mam AA w papierze (ale za to kupiłem dwa razy pedeefa ;) ), wypada w końcu postawić coś na półce. AAer ponoć już w styczniu, więc czekam.


Beasts and Barbarians Gold Edition od FRPG. Jakkolwiek mechanika savage to nie jest coś, co chcę prowadzić, to jako gracz chętnie na tym pogram. Chciałbym zagrać w Deadlandy i B&B. Pewnie bym se zagrał jakąś Damsel in Distress. Polska edycja może mi to umożliwić.


Wszystko z AMG. Polskie edycje ułatwiają mi prowadzenie indianców z bardzo nieangielskimi graczami.


Corporia. Nie powiem, pomysł mnie zaciekawił. Rycerze króla Artura kontra smoki i złe korporacje? CEO Mordread? Pendragon inc.? Dyrektor Wydziału Magii Merlin? Wchodzę w to! Jestem nawet skłonny wybaczyć, że oprawa graficzna oparta jest na zdjęciach (jestem rysunkofilem), a nazwa systemu kojarzy się z poradnikiem "Koprofilia w weekend".


Nie wiem, czy zaliczać SW:AoR jako osobny podręcznik, ale co tam. Jest wersja beta, ale ja i tak czekam cierpliwie na pełną wersję.

A teraz, o co może zahaczę...


Mutant Chronicles trzecia edycja. Na pewno angielską wersję przejrzę, gdyż w styczniu beta ma być dostępna dla wszystkich. Ale... jeżeli FRPG to wyda po polsku, to na 100% kupię. Chyba, że playtesterzy dadzą ciała na całej linii, i system będzie mało grywalny. Wtedy hejty możecie słać między innymi na Łydkę Krasnoluda ;)


DnD Next. No nie wiem. Inwestowałem w 3.0, w 3.5 i w 4.0. Może pora przerwać tą pępowinę? Obawiam się, że i tak kupię. Obawiam się też, że jak coś ma być dla wszystkich, to może nie być dla nikogo. Pożyjemy, zobaczymy.

sobota, 21 grudnia 2013

[Raport] Iron Kingdoms - Synowie Monety #9


Co się wydarzyło na sesji:

Było dużo gadania z różnymi enpecetami.

Duke i Vator zyskali kilka nowych zabawek.

Wyszło, że Anna ma talenty do zostania Warcasterem. Synowie Monety postanowili poszukać odpowiedniego nauczyciela dla niej.

Duke flirtował z Jinx. Nawet skończyło się na całowaniu i obściskiwaniu, ale w zabawie przerwała zazdrosna Jamie.

By wszystko łagodzić, Duke postanowił zabrać Jamie i swoją siostrę na piknik nad rzeczkę, do zagajnika Stanleya.

Niestety, zakończyło się jeszcze zabraniem Anny, Jinx i dziewczynami z Llael.

Brat Vator nie poszedł, bo kucharka (panna Lipton) przekarmiła go bigosem.

Niestety (drugie niestety) na pikniku pojawiła się nieoczekiwanie banda obwiesi którzy chcieli się zabawić. Wywiązała się walka między nimi i Dukem, kiedy to Jinx starała się wyprowadzić dziewczyny w bezpieczne miejsce.

Duke bez pancerza i swojego topora nie był aż tak strasznym przeciwnikiem.

Jamie wpadła w dziwny szał. Rzuciła się na plecy jednego z napastników, odgryzła mu ucho, wydłubała jedno oko, a później wręcz wypatroszyła go mieczem innego napastnika. W transie nawet zaatakowała Duka.

Dziewczyny wróciły do twierdzy, Vator ze strażnikami zaś znalazł dwa trupy i Duka tulącego i uspokajającego Jamie. Później zaniósł ją też do twierdzy, ale cały czas kurczowo trzymała miecz w rączce.

Jamie usnęła w łóżku Duke, Duke położył się w innym, Vator odespał u siebie w łożu.

Vator chciał udusić Jamie poduszką, bo ta chrapała całą noc :) A Duke sprytnie pozatykał swoje uszy woskiem.

Duke i Vator ruszyli do miasta, posprawdzać czy znajda jakiegoś taniego i wolnego Warcastera. Powoził Marcus.

Po kilku podejściach znaleźli zapijaczonego, bezrękiego, niegolonego od lat 5, niemytego od lat 10, pijącego od lat 15 weterana Warcastera o imieniu Sztefan. Postanowili go zwerbować uprowadzić, uprzednio jednak kupując maski przeciwgazowe, by nie zwymiotować ;)

Przy okazji drużyna zwerbowała też Moriartego (człowieka który opiekował się sierotami wojennymi). Miał się w mieście zająć kwaterą dla Synów Monety, z której to oddział miał korzystać przy wypadach do miasta.

Po powrocie Sztefan został zamknięty w baszcie, z beczką wody. Tak miała zacząć się jego kuracja antyalkoholowa. Vator stwierdził, że się na tym zna.

Wnioski:

To była jedna z tych niezapomnianych sesji, i to nie ze względu na zajebistość czy beznadziejność. Chodzi o złośliwości rzeczy martwych. A sprawa wygląda tak: od 7.30 do 15.30 miało nie być prądu u mnie w domu. No okej, no to czekamy w tym zimnie i bez prądu, by spokojnie zacząć... Niestety panowie z elektrowni przetrzymali nas do 18.30. Ani w piecu napalić (pompa na prąd), ani skupić się na luźnym storytelingowym fristajlu... Wypatrywaliśmy tylko tłumu chłopów z widłami i pochodniami, którzy by ruszyli na elektryków grzebiących na naszej wsi.

Jak wróciła cywilizacja, to jednak jakoś ruszyło. Nie było tak źle.

Rycerz bez pancerza i swojego dwuręcznego topora to dupa, nie rycerz. A dokładnie rzecz ujmując, bez sprzętu walka jest bardzo niebezpieczna dla bohaterów. Jest to naprawdę system, gdzie oprócz zdolności i cech, dużo zależy od tego jak dużą trzymasz armatę.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Tr00 Storytelling


By ocalić od zapomnienia, wrzucam mój stary tekst z przed 4 lat (który do tej pory wisi na Polterze):

Witam na końcówce nowego roku.

Nudzę się w robocie straszliwie, więc postanowiłem podzielić się paroma różnymi przemyśleniami.

Chciałbym dzisiaj porozmawiać o storytellingu. Nie, nie o tym normalnym storytellingu, o którym to chłopcy z WW krzyczą, że go wymyślili (a który to w najlepszym przypadku, okazuje się najzwyklejszą sesją, tylko bez kostek). Chciałbym porozmawiać (napisać) o prawdziwym storytellingu. Takim tr00 do kwadratu. Tylko najpierw trzeba zarżnąć na ołtarzu kilka świętych krów.

Kłopot z normalnym storytellingiem jest taki, że gracze i storytellerzy nie potrafią do końca odrzucić ze swojej sesji elementu „game” (potraktuję te słowo, jako „gra”, a nie „zabawa”), mimo że w uparte idą i twierdzą, że są tylko i wyłącznie awatarami literek Ry i Py. Kłopot zaczyna się, kiedy zaproponujesz, by wyciąć jakąś scenę z sesji…

Zdarza się, że prowadzimy z moim słoneczkiem luźne sesje storytellingowe. Nieraz się zdarza, że jeden wybór, jedna decyzja, jedno odegranie nie tak postaci, powoduje, że cała scena staje się kaszaną, lub że nie pasuje nam ona do całokształtu opowiedzianej historii. Scena więc wylatuje. Albo, jeżeli była tego warta, żyje przez jakiś czas w naszych wrażliwych sercach (pieszczotliwie nazywamy taką scenę doujinshi). Wracając jednak do naszego tr00 storytellingu. Z opowiadaniem historii jest jak z pisaniem książek. Pomysły przychodzą, odchodzą, i nagle pisarz stwierdza, że coś jest do bani. Pisarz może więc powrócić do zapisanych wcześniej stron, i wywalić co mu nie pasuje. W RPG / storytellingu zazwyczaj w tym momencie jest to niemożliwe, bo święta krowa stoi na drodze. Ale wiecie jak to jest z krasulami – wystarczy wziąć byle badyla, by przepędzić ją w diabły.

Ale uwierzcie mi, że wywalanie sceny / cofanie czasu to akurat mały pryszcz.

Trudniejszą sztuką do opanowania w tr00 storytellingu jest „zasada zmiennego GO”. GO to oczywiście Główny Opowiadacz. Jako że każdy system czy idea wymaga nazwania jakoś dziwacznie Pana Podziemi, ja go nazwę GO (GO PLAY?). Główny Opowiadacz to taki Mistrz Gry, ale że odrzucamy w tr00 storytellingu element „Game”, to i Mistrz Gry nam pasuje tutaj jak ryba do tortu.

Po co nam „zmienny GO”? Bo to jest storytelling, i na dodatek taki tr00. Każdy ma prawo dorzucić swój kawałek historii. Przyjmuję też, że wszyscy zainteresowani tą formą zabawy są mili, uprzejmi, i nie będą się żreć ze sobą o prawo do bycia GO. Jeżeli się mylę, pozostaje wam dalej klasyczny model RyPyGy lub jakiś system Indie z możliwością mechanicznego pożarcia się o prawo do narracji.

GO może więc zmieniać się na sesji kilka razy. A co za tym idzie, status różnych postaci może się zmieniać pomiędzy PC / BG, a NPC / BN. Czyli dwie kolejne święte krowy przepędzamy z drogi.

Jak to działa w praktyce? Najlepiej chyba wytłumaczyć na własnych sesjach tr00 storytellingu.

Pamiętam, jak pewna moja paladynka Gabriel (będąca wtedy jeszcze małą gówniarą parającą się kradzieżą jabłek ze straganu) została przygarnięta przez paladyna Siegfrieda. W tym momencie, jako że Siegfried okazał się całkiem fajną postacią, od czasu do czasu przeskakiwałem w rolę GO, by poprowadzić retrospekcje z młodym Siegfriedem w roli głównej.

Podobnie, kiedy Gabriel była już starsza i została ochroniarzem i towarzyszem pewnej młodej szlachcianki. Kira (bo tak nazywała się szlachcianka), początkowo była zwykłym enpecetem, ale urosła do rangi pierwszoplanowego bohatera, i część historii było opowiadanych z jej perspektywy.

Często nam w tr00 storytellingu zdarza się, że powstanie nam na sesji jakiś fajny enpecet, lub motyw. Porzucamy więc chwilowo główny wątek, by opowiedzieć wątek poboczny, lub by zmienić (na chwile, lub dłużej) bohaterów opowieści.

Chwilowo tyle. Trochę chaotycznie, trochę z przymrużeniem oka, trochę tak na szybko.

Dla kogo jest więc tr00 storytelling? Na pewno nie dla każdego ;)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

[Recenzja] One Finger Death Punch



Gram sobie w One Finger Death Punch, i wciąga jak diabli. Syndrom "jeszcze jeden poziom" dopadł mnie w całej okazałości.

OFDP to bardzo prosta gra. Jest to tak zwana gra rytmiczna, gdzie musisz w odpowiedniej kolejności i sekwencji naciskać odpowiednie przyciski. W tym przypadku są to aż całe dwa przyciski (domyślnie - lewy i prawy przycisk myszy, można jednak grać na klawiaturze).

Stoisz więc sobie pośrodku, a z lewej i prawej naciągają na ciebie hordy przeciwników. Przeciwników, którzy chcą pokazać, że ich kung-fu jest lepsze od twojego.

Grafika jest prosta ale przyjemna dla mojego oka. Całość walk opiera się na pomyśle który został zapoczątkowany 12 lat temu przez serię Xiao Xiao, czyli na walkach stickmenów. Czyli jest brutalnie (krew, czasami zbliżenie na łamane kości czy wylatujące serce) i kungfuntastycznie (walczymy rożnymi stylami).

Kampania to chodzenie po mapie i zaliczanie kolejnych walk. Przy okazji odblokowujesz umiejętności specjalne, które pomogą ci stanąć przeciwko hordom. A po zaliczeniu (bardzo długiej) drogi, odblokowujesz kolejny poziom trudności. A później jeszcze kolejny. Oprócz tego masz tryb survival, blind survival (tryb bez podpowiedzi) i tryb "no luca no" (survival z przeszkadzającym kotem, którego trzeba odganiać z przed monitora).

Przeciwników na swej drodze spotkamy kilka rodzajów. Podstawowy to szarak, przeciwnik którego eliminujemy jednym ciosem. Wyżej stoją kolorowi przeciwnicy (wiem jak to brzmi...), których musimy pokonać przynajmniej dwoma ciosami. Najwyżej zaś stoją brawlerzy, kolorowi przeciwnicy w koronach. Kiedy takich zaatakujemy, walczymy tylko z nim i musimy wykonać odpowiednią sekwencję (składającą się nawet z 20 ciosów, ale zazwyczaj wystarczy 3 do 12 ciosów).

Jak wspomniałem, w trybie podstawowym łazimy sobie po mapie i zaliczamy kolejne misje. A te można podzielić na:

- Mob - twoim zadaniem jest pokonanie określoną ilość przeciwników. Posiadasz ograniczoną ilość punktów życia (standardowo 10, ale zdarzają się poziomy z 1 punktem życia) i przeciwko sobie całą zgraję niemilców (na poziomie "student" największa grupa to chyba 245 przeciwników).

- Multi - walczysz z dosyć małą ilością przeciwników, ale po ich pokonaniu grasz jeszcze raz, ale tempo bardzo przyspiesza. I tak cztery razy (student) lub pięć (master). Kiedy pisze te słowa nie doszedłem jeszcze do grandmastera.

- Light Sword - dużo przeciwników i na dodatek bardzo szybkie tempo. Wszystko zabijasz jednym ciosem swojego miecza świetlnego, za wyjątkiem ostatniego przeciwnika, który zawsze jest brawlerem.

- Nunchaku - to samo co Light Sword, zmienia się tylko broń.

- Thunderstorm - To samo co Mob, ale widoczność jest bardzo ograniczona.

- Speed - to samo co Mob, ale musisz się jeszcze zmieścić w określonym czasie.

- Retro Film - to samo co Mob, ale trudniej walczy się z brawlerami.

- Survival - to samo co Mob, ale gra się dopóki nie zginiesz. Według mnie bardzo niepotrzebny tryb w kampanii.

- Dagger - rzucasz tylko nożami, oraz masz tylko jedno życie.

- Bomb - to samo co Dagger, ale rzucasz bombami.

- Smash - musisz określoną ilość razy wrzucić przeciwników na elementy otoczenia.

- Defender - musisz odbijać lecące sztylety. masz tylko jedno życie.

- Boss - walka z bossem (zazwyczaj jednym) który jest cały czas zmieniającym się kolorowym przeciwnikiem. Na poziomie student wyjątkowo nudne to jest, na masterze zaś etapy z bossami skutecznie podnoszą adrenalinę.

Grę polecam wszystkim lubiącym dynamiczne proste gry. Na Desura chodzi po 8 złotych, ale ostatnio można ją dosyć często spotkać w różnych paczkach czy innych humblach.

Poniżej wrzucam zaś mój gameplay z jednego z pierwszych poziomów na Masterze:


niedziela, 8 grudnia 2013

Beamhit Zalicza - 1953: KGB Unleashed


Średnio przepadam za przygodówkami, ale skoro parę tytułów wpadło mi na twardziela, to nie wypada od czasu do czasu w coś zagrać.

I tak zagrałem w 1953: KGB Unleashed (1953: Phobos w oryginale). Historia zapowiada się nieźle, jesteś jakimś rosyjskim elektrykiem który budzi się w jakimś opuszczonym kompleksie gdzieś pod Moskwą. Naszym zadaniem jest wyjść z tego z życiem, a przy okazji odkryć tajemnice tego kompleksu. Kompleksu w którym komuniści prowadzili równoległe badania podobne do tych ze strony Amerykańskiej, a znane chociażby z "Człowieka który gapił się na kozy".

To my, budzimy się w głębokim gównie.
Gra to przygodówka widziana z perspektywy pierwszej osoby. Wystrój jest taki, że większość graczy 30+ znajdzie tutaj wiele znajomych elementów ze swojego dzieciństwa. Te półki, krzesła, szafy w stylu wczesnego Gierka czy lampy w stylu późnego Gomułki. Wszystko tu jest.

Taki dywan miałem w mieszkaniu.
Duży plus za spolszczenie gry. Wszystkie znalezione dokumenty są odpowiednio przygotowane - napisane na maszynie do pisania raporty, rozkazy i przesłuchania wyglądają dostatecznie złowrogo. Aż się chce je wydrukować i użyć na jakiejś sesji RPG. W jakimś Zew Cthulhu czy coś.

Nowości na Rebelu...
Niestety, cała reszta w tej grze to niewypał. Po pierwsze gra jest mało intuicyjna. Jacyś super hardcorowi gracze w przygodówki pewnie będą zachwyceni, ja jednak do nich się nie zaliczam. Po prostu, coś robisz, i nawet nie wiesz, czy dobrze robisz. To tak jak gdy zebrałem wszystkie dane, jak ustawić radio. Wydawało mi się, że dobrze je poustawiałem, a tutaj nic się nie dzieje. Później się okazało, że gdzieś tam odblokowało się tajne przejście. Problem polega na tym, że nijak to zostało nam zakomunikowane. Z tego też powodu kilka razy poszukałem solucji na internecie.

Po drugie zaś, grę zaliczyłem... w dwie i pół godziny. Pewnie przez tą małą intuicyjność zeszło mi "aż tyle" czasu. Za drugim razem zaliczasz grę w godzinę, jeżeli nie w mniej. To już gry z serii znajdź przedmiot (chociażby z polskiego Artifex Mundi) dają większą frajdę i dłuższy czas gry. Całe szczęście dostałem grę za kilka groszy, a nie za 30 złotych (bo taka cena widnieje na Steam).


sobota, 7 grudnia 2013

Beamhit Zalicza - Shadow Warrior Classic Redux + Shadow Warrior Classic Complete



Jeżeli ktoś chce coś poczytać o Shadow Warriorze więcej, to zapraszam na blog Noobirusa. Ja nie będę niepotrzebnie strzępił klawiatury, skoro zrobił to ktoś już inny. Napisze o odczuciach.


Ciekawostka: Dwie różne wersje Lary Croft, przed i po cenzurze można powiedzieć ;)

Na początku grałem w wersje Classic Complete, ale szło mi to bardzo topornie. Odzwyczajony od starych rozwiązań w sterowaniu, przechodziłem przez tą grę z szybkością muchy w smole. A kiedy już przeszedłem podstawowe misje, ledwo mi się chciało zaliczać dwie dodatkowe kampanie (których w wersji CC nie zaliczyłem). Na ratunek przybyła jednak wersja Classic Redux.

Ta panienka została wycięta z gry...
Classic Redux to nie tylko odświeżona wersja graficzna, ale również sterowanie na poziomie dzisiejszych gier (tak, wiem, mógłbym sobie pościągać rożne modyfikacje do wersji CC, ale jestem leniwym człowiekiem). Frajda z gry podskoczyła o oczko, gra stała się bardziej dynamiczna, a zaliczanie jej na najwyższym poziomie trudności nie było takie upierdliwe i nudne.

I to właśnie Redux uratował trochę tą grę, chociaż w moim mniemaniu to jest jednak dalej tylko gra średnia (CC zaś to słaba gra).


PS. Możecie mieć oczywiście inne zdanie, i zobaczyć czy wersja Classic wam przypadnie - jest do zagrania za darmo na Steamie.

PS2. Redux przeszedłem (podstawka i dwa dodatki) na najwyższym poziomie trudności w 17 godzin.

piątek, 6 grudnia 2013

Beamhit Zalicza - 10.000.000


10,000,000 (co za tytuł) to prosta (do nauczenia się, niekoniecznie do przejścia) gra typu puzzle. To takie trochę skrzyżowanie Puzzle z RPG (w zależności od okresu, skrzyżowanie mniej, lub bardziej popularne).

Mechanika jest prosta. Musisz przestawiać tak rzędy lub kolumny, by ustawić obok siebie przynajmniej trzy takie same ikony. Wtedy one znikają, a z nieba spadają nam kolejne elementy. Twoim zadaniem jest uzbierać w ten sposób 10000000 punktów. Mały haczyk polega na tym, ze musisz to zrobić w jednym podejściu. Po pierwszej grze kiedy zobaczysz, że masz tylko jakieś 1000 punktów, to zrozumiesz, że droga do perfekcji wcale taka łatwa nie będzie.

Jest jakaś fabuła. Znaczy jesteś sobie jakimś tam kolesiem a'la Indiana Jones (a może kobietą? Gra nawet nie udaje nowego tytułu zrobionego w stylu retro - grafika jest tak retro, ze teoretycznie mogła ta gra tak wyglądać na C-64), siedzisz zamknięty w zamku, i od czasu do czasu (znaczy kiedy ci się zachce) robisz "dungeon run".

Podczas takiego biegu przez lochy zbierasz surowce, walczysz z potworami, zbierasz przedmioty, punkty doświadczenia, złoto i wykonujesz określone zadania. Po to by odblokowywać coraz trudniejsze "dungeon run". A trudniejsze = wyżej punktowane. i tak biegasz, dopóki ktoś (lub coś) nie zablokuje ciebie na tyle skutecznie, że wypchnie cię poza plansze).

I tyle. Jak już zrobisz te 10000000 w jednym rzucie na taśmę, otworzą się specjalne drzwi, dające ci upragniony koniec gry:

Oto mój koniec!
Taka prosta gierka, chodząca normalnie po 20 złotych (raczej nie warta tej ceny IMO), ale przy wszelkich wyprzedażach i promocjach można upolować za 5 złotych. Pograć można.


PS.: Steam pokazuje mi, że "upragniony" koniec gry zobaczyłem po 11 godzinach. Chociaż to zależy od szczęścia i przypadku, bo grę zaliczyłbym już przy 8 godzinach. Ale zeżarł mnie Tyranozaur. Znaczy wypchał.

sobota, 30 listopada 2013

KGB trzecie - Moim oczkiem, podsumowanko i ogłoszonko parafialne


Skoro założyłem temat, to wypada coś skrobnąć. Obiecuję, że nie będę zanudzał za bardzo. Po prostu przedstawię jak to wygląda z mojej perspektywy, czyli białego heteroseksualnego faceta 35+.

Nie gram aż tak wiele. Dlatego też z mojej perspektywy długość gry nie jest priorytetem, jeżeli chodzi o tytuł. Gra ma być po pierwsze grywalna i fajna, a po drugie ma pozostawić u mnie wrażenie dobrze spędzonego czasu (i dobrze wydanych pieniążków).

Ale, że od jakiegoś czasu mam mocne postanowienie, że skoro kupiłem grę, to obliguje mnie to do jej przejścia (tak na przekór Vince Zampella, który stwierdził że tylko 5% graczy kończy tryb fabularny), to zdarza się, że męczę się z jakimiś sucharem. Przynajmniej mam co później napisać w cyklu Beamhit Zalicza. I szczerze napisać, czy gra mi spasowała do samego końca, czy gdzieś tam w połowie zacząłem sobie zadawać pytanie "Daleko jeszcze Papo Smerfie?".

Ale o czym to ja? A tak, o zaliczaniu. W przeciągu roku przeszedłem 25 gier. Były to tytuły krótkie, na kilka godzin, jak i Behemoty na 80-100 godzin gry. Stąd jeżeli utrzymam tempo do zasłużonej emerytury,  powinienem zaliczyć jeszcze 800 gier, nim zacznę udawać życie.

Czy to dużo, czy mało? Nie wiem, na chwilę obecną Steam pokazuje mi bibliotekę 378 gier. Ale, jest jeszcze Desura, GoG, Origin, GBA, NDS i Android (+jeszcze starocie na płytach, chociażby dzisiaj, kiedy pisze te słowa, to przed chwilą przeszedłem Stranglehold). Biorąc pod uwagę, że biblioteka się będzie powiększać, człowiek dochodzi do smutnego wniosku, że życia mu na gry komputerowe nie starczy.

Teoretycznie więc, im krótsze gry, tym więcej frajdy dla takiego starego dziada jak ja. Więcej zobaczę, więcej zaliczę, więcej przeżyję.

Na koniec, z czego się śmieję pod nosem:

"Kiedyś to były długie gry, nie te krótkie gówna z dlc co dzisiaj."

Śmieję się, bo to "kiedyś" nie jest nigdy sprecyzowane. Pamiętam czasy C-64. To były w większości przypadków krótkie gry. W większości. Były perełki, oczywiście. Ale prawda jest taka, że zawsze były gry krótkie (olaboga, przezajefajna legenda zwana Syndicate to tak naprawdę (IMO) kaszanka na 4 godziny) i długie. Przy okazji w dawnych czasach (C-64 i Amiga) gry były krótkie, bo były pirackie. A pirackie = cheaty i trainery. A mało który znajomy sobie nie włączał "unlimited energy / live / ammo".

"Co za gówniana gra, przelazłem ją w 7 godzin, nie warta tych wydanych pieniędzy."

Ooo, to moi ulubieńcy. Piętnasty taki sam post na forum w przeciągu miesiąca. Od tego samego użytkownika. Kolejna jego wypowiedź na temat nowości AAA. Nic, tylko pozazdrościć bogatych rodziców lub zajebistej pracy (ci ludzie w wieku 18-21 lat są geniuszami, skoro tyle zarabiają i przy okazji tak mało pracują). No bo lekką ręką wydawać miesięcznie 1500 złotych na nowości, które są gównem? Jestem pod wrażeniem mój kwiecie polskiej młodzieży. No bo przecież nie wypada, mi staremu biednemu dziadowi kupującego gry po 3 złote (ostatnio Battlefield: Bad Comapany 2) sugerować coś o wujkach torrentach z ameryki. Bo jeszcze naślą na mnie najlepszych mecenasów. Bo ich stać.

Na koniec dziękuję ludziom, którzy przyłączyli się do zabawy i za ich teksty. Jeszcze dzisiaj trwa ta odsłona Karnawału, więc jakiś spóźnialski może coś jeszcze napisać. W chwili kiedy piszę te słowa, to udział wzięli:


NEUROCIDE

MENKLAWA

CHAVEZ

NOOBIRUS

SALANTOR

ASGOTH

I na koniec najważniejsze:

KTO PRZEJMUJE CZWARTĄ ODSŁONĘ?

czwartek, 28 listopada 2013

Beamhit Zalicza - Star Command


Oto pogromca FTL! Znaczy tak niektórzy się o tym rozpisywali. "Niestety", według mnie, pozycja FTL jest niezagrożona.

Star Command to taka gra na Androida (i iPada), gdzie przyjdzie nam się w cielić w rolę ziemskiego kapitana. Pod sobą dostaniemy załogę (każdy z imienia i nazwiska i innej specjalizacji) i wyruszymy na podbój kosmosu, niby jako drugi kapitan Kirk (lub pani kapitan). Problem polega na tym, że wyszło dla mnie trochę nudno.

Atakują nas ruskie zombie kosmonauty!
Na początku wybieramy statek, i za tak zwane tokeny wyposażamy go w niezbędny sprzęt. Znaczy w pokoje. I tak możesz wstawić sobie wyrzutnie torped plazmowych, pokój medyczny czy wytwórnie działek obronnych. Do każdego z nich przydzielamy ludzi (czerwoni to żołnierze, niebiescy to naukowcy, a żółci to inżynierowie). A potem latamy od systemu do systemu i zdobywamy nowe tokeny, za które ulepszamy statek i kupujemy nowych załogantów. I ten, no, odkrywamy fabułę.

A fabuła jest liniowa aż do bólu. Czasami dostaniemy jakiś tam mały wybór, ale w większości przypadków, nasz wybór nie ma znaczenia, albo jest na poziomie starych Visual Novel. Nie ważne co wybierzesz, efekt jest taki sam.

Coś się fajczy...
Walka jest też taka sobie. Czekasz aż naładuje ci się bron do strzału, wtedy ją klikasz i przechodzisz do mini-gierki, gdzie musisz wykazać się refleksem. Broni masz trzy rodzaje, i każda z nich to inna mini-gierka. Dodatkowo co jakiś czas na twoim statku wyląduje desant (sam nie masz możliwości przeprowadzenia szturmu na pokład wrogiej jednostki). I wtedy panowie w czerwonych wdziankach muszą pójść postrzelać do niemilców. Przy okazji ci niebiescy będą ich leczyć, a ci w żółtych koszulkach będą gasić pożary. Czasami tak przez 20 minut.

Dodatkową wadą (w moim przypadku) było zawieszanie się gry (grałem na Galaxy Ace II). Upierdliwe, zwłaszcza gdy gra sejwuje się na koniec misji, a zawiesza ci się na 15 sekund przed zakończeniem tej misji. No i ten, główną fabułę szybko się kończy, a po tym nie zostaje już nic, tylko latanie po systemach i randomowe walki, które nic nie dają tak naprawdę. Albo opcja new game+.

Na dzień dzisiejszy (gra się cały czas rozwija, w planach jest też wersja na PC która ma dać wsparcie modom) to po prostu średni średniak.


poniedziałek, 25 listopada 2013

O tym jak wymyśliłem Roboticę, nie wiedząc o tym


No i stało się. Tak czasami bywa, że demony przeszłości potrafią zaatakować naprawdę znienacka. I tak było tym razem, kiedy moja lepsza połówka szukała po coś jakiegoś wolnego zeszytu, i wyciągnęła z głębin szafy coś, co nie powinno nigdy wyjść na powierzchnię.

Mój stary zeszyt ze starymi zapiskami z mojego jednego starego szczeniackiego projektu. Jedna z tych rzeczy, o których stary szanowany dziad chciałby zapomnieć.

Niemniej jednak chciałbym podzielić się tutaj moją pracą (czy też raczej kilkoma zapiskami) z 1998 roku. Przede wszystkim jednak nie po to, by się chwalić jakim to byłem kiedyś eugeniuszem. Jest to taka moja własna analiza tego, jak młody umysł chłonie informacje i przetwarza je na własne potrzeby. Może kogoś zainteresuje, a może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi własnymi doświadczeniami w przerabianiu papki popkulturowej na własne potrzeby.

Narodziny systemu były proste jak drut. Obejrzałem jeden z najgorszych filmów z Rutgerem Hauerem jaki powstał: Omega Doom.



Historia wzorowana ponoć na Yojimbo Kurosawy, przeniesiona jednak w świat gdzie żyją tylko roboty. Powiem wam, że film nawet wtedy średnio mi się podobał (najdelikatniej rzecz ujmując), ale dał mi pomysł do wykreowania własnego świata w którym chciałem poprowadzić. Tak powstał pierwszy szkic systemu Robotica ;)

Dużo z systemu nie zostało jednak. Tylko zeszyt rozpisany z różnymi rodzajami robotów i frakcji. A prezentowało się to tak (od czasu do czasu będę robił adnotacje o wpływie popkultury, pisownię z lat szczenięcych pozostawiam łoryginalną):

ROBOTY (podział na klasy):

Worker - robot z funkcjami robotniczymi i edukacyjnymi. nie posiada zaden z modeli funkcji agresywnych i defensywnych. Do tej klasy zaliczamy robotników, nianki, nauczycieli...

Soldier - Robot z funkcjami bojowymi. Jest to typowy Cannon Fodder.

Cannon Fodder to oczywiście nazwa gry z Amigi. Ależ ja mądry byłem, by nie pisać po polsku "Mięso Armatnie".

War has never been so much fun...
Assassyn - Robot klasy Soldier o dodatkowej specjalności.

Ło matko, pewnie nasłuchałem się gdzieś o asasynach, a ze nie wiedziałem jak to brzmi po angielsku, to błysnąłem klymatycznym Assassynem.

Ranger - Robot klasy Soldier o właściwościach infiltracyjnych.

Snaiper - Robot klasy Soldier o specjalizacji eliminowania uzbrojonych celów jakimi byli ludzie i bclony.

Snaiper... Kolejne szczenięce zabawy małego Beamhita z językiem którego jeszcze nie kumał.

Doom - Robot klasy Soldier o specjalizacji eliminowania innych robotów.

Tutaj rozumie się samo przez siebie - wystarczy spojrzeć na tytuł filmu. Zresztą w tamtym okresie słowo Doom było bardzo popularne: Doom, Doom Trooper, Doom Generation.

Hunter - Robot klasy Doom z programem do zwalczania wszystkich innych robotów.

Oczywiście, to nie wszystko, bo był jeszcze podział na typy:

Druid - Jeden ze starszych modeli. Bardzo licznie spotykany. Spotykane są trzy oznaczenia: 3.5, 3.8 i 4.5. Dwa pierwsze oznaczenia to klasa Soldier. Typ Druid 4.5 posiada klasę Soldier lub Ranger.

Te dziwne oznaczenia zostały wzięte też bezpośrednio z filmu. Nasz główny bohater był typem 5.5. Co zaś do druida i skąd wiedziałem, że druid po angielsku to druid? Bo jedną z moich pierwszych oryginalnych gier na peceta był Druid - Daemons of the Mind.


Hybryda - Typowy model wielozadaniowy. Najczęściej spotykane oznaczenie to 4.5. Trochę rzadziej znajduje się 5.5. Najrzadziej natomiast widuje się funkcjonującego 6.0. Pod każdym względem Hybryda jest lepsza od Druida. 4.5 i 5.5 występowały w klasach Worker, Soldier i Assassyn. 6.0 występuje tylko w postaci Assassyn.

Rom - Spotyka się tylko oznaczenie 3.0 (i całe szczęście). Jest bardzo szybki i niebezpieczny. Klasa tylko Assassyn. Model 3.0 zawsze jest w postaci żeńskiej.

Hybryda i Rom są bezpośrednio wzięte z filmu. To ze Rom jest tylko w żeńskiej formie, to również wpływ filmu.

Mark - Oznaczenie tylko 17. Rzadko spotykany samonaprawczy robot klasy Snaiper lub Doom. można Marka zniszczyć tylko poprzez zniszczenie głównej jednostki operacyjnej.

Oto jak film którego się nigdy nie widziało wpływa na kształt erpega. Chodzi o Hardware, film który ma swoje powiązania z komiksem 2000 AD. Co prawda w oryginale był Mark 13 i było to nawiązanie do Biblii, ale mój mózg zapomniał o numerze. Ale mózg za to pamiętał opis filmu (a znaczy to, że musiał się ten opis mocno wryć mi w pamięć) przeczytany w Cinema Press Video.


Omega - Tylko oznaczenie 6.0. Praktycznie niespotykany. Jedyna klasa jaką posiadał to Hunter!

Protector - Oznaczenia 7 i 8. Pierwotnie robot policyjny i ochronny. Spotykane klasy to Soldier i Assassyn. Model 8 porównywany do Hybrydy 5.5.

Gus - Oznaczenia 1.2, 1.3, 1.4, 1.5 i 2.0. Tylko klasa Worker. Starsze modele służyły za robotników. Modele 1.5 i 2.0 były wykorzystywane też jako nauczyciele, inżynierowie oraz modele rozrywkowe.

Coś mi mówi, że nazwa Gus nawiązywał do Jagged Alliance: Deadly Games i postaci Gus Tarballs.
If you're looking for work, you're in the right place.
Scorpion - Klasa Worker. Bez oznaczenia. Bardzo rzadko spotykany. Podobno bezpośrednio powiązany z typem Mark 17. Tak jak jego morderczy pierwowzór jest samonaprawialny.

Raven - Oznaczenie 9.9 i 10.0. Tylko postać żeńska dla modelu 9.9. Klasa Worker (9.9) lub Soldier (10.0). Efektywność zbliżona do Druida. Jako Worker spotykany jako model opiekuńczy lub model rozrywkowy.

Necro - Oznaczenie 6.5 dla klasy ranger i 7.0 dla klasy Snaiper. tylko typ meski. Typowy model infiltracyjno-szpiegowski.

Thug - Model 1.0, 2.0 i 2.1. Starszy model od Druida. tylko klasa Soldier.

To tyle jeżeli chodzi o wymyślone typy. Na boku miałem jeszcze gdzieś napisane inne "rasy", i co o nich wiedziały roboty.

Człowiek - Brak wszelkich śladów po zagładzie. Ludzi nie ma.

Bclon - Nazwa właściwa - Biocloid Bojowy. Sterylny żołnierz o dziwnym pigmencie. Wiek funkcjonalny: do 35 lat. Bclonów nie ma.

Cyborg - Jednostka pochodna od człowieka. pojawił się na krótko przed zagładą. Maksymalna znana granica tolerancji to 80% z cybernetyzowania jednostki.

Jeżeli ktoś nie widzi wpływów z Periheliona, to spieszę z wyjaśnieniami. Bclon (co za kretyńska nazwa) to po prostu zaadaptowana przeze mnie dla potrzeby systemu rasa Bionecronów. Również granica cybernetyki w człowieku pochodzi z tej gry.

To była dobra gra...
Oczywiście w zapiskach Mistrza Gry wyglądało to trochę inaczej. Ludzie byli, a wyglądało to tak:

Wolne grupy ludzi - To co przeżyło ukryło się na północy. Najmłodsze osobniki posiadają 30 lat.

A posiadali 30 lat, bowiem byli bezpłodni. Pomysł przeniesiony z jakiegoś starego durnego filmu o postapokalipsie, gdzie kobiety były bezpłodne i rasa ludzka skazana na wyginięcie. Ale gdzieś tam była jakaś jedna laseczka w hibernacji i bohaterowie mieli questa by ją zdobyć. Wybaczcie, tytułu tej durnotki nie pamiętam, ale oglądałem to na długo, nim wyszedł pierwszy numer Magii i Miecza.

Nomadzi - Stojący wyżej pod względem inteligencji od WGL. Pochodzą z TCity4.

Barbarzyńskie plemiona - kanibalistyczne zdziczałe bandy.

Scumsi - Ludzie z TCity4 tworzące agresywne bandy.

Pod koniec (chodzi o nazwę Scumsi) widzę wpływ Necromundy. Nie dziwię się, skoro byłem jej właścicielem.

House Escher - zawsze chciałem nimi grać :)

Pariasi - Takie WGL dla Bclonów.

Boski opis. Ewidenty wpływ Wampira Maskarady :)

Heavy Metal - Największa grupa bojowa robotów.

Pewnie nazwa wzięta z filmu o takim samym tytule :)

Roktosi - Roboty w służbie dla 11 Jednostki.

Pewnie nazwa to wymieszanie protectorów z protossami. Nie zdziwiłbym się, gdyby to była prawda.

Vaulterzy - ludzie zamieszkujący stare zamknięte schrony.

Strzelam, że chyba każdy zna Fallouta?

Lancerzy - Roboty służące dr Lithersowi

No tak. dl Lithers miał być wzorowany na Lordzie Dreadzie z Captain Power and the Soldiers of the Future. Miałem na kasecie 4 odcinki na długo, nim regionalna puszczała ten bardzo dobry stary serial sf.

Moi bohaterowie z 1990 roku...

Lord Dread - MORDERCA!!!!!!

I to chyba tyle, jeżeli chodzi o moją spowiedź z przed 15 lat.

PS. Oczywiście nie mam nic wspólnego z systemem Robotica, jakby ktoś o tym nie wiedział ;)